Starorobociański Wierch. Moje wrażenia z Tatr Zachodnich.

Starorobociański Wierch

Ten, kto śledzi tego bloga wie, że góry kocham miłością absolutną. Pokazywałam Wam wypady w Gorce, Pieniny w Beskid Wyspowy czy Żywiecki, a nawet góry Gran Canarii. Przyszła w końcu pora na Tatry. Tym razem Tatry Zachodnie. W ubiegłą sobotę miałam okazję po nich wędrować po raz pierwszy, ale mam nadzieję, że nie ostatni. Przeszliśmy piękną, dwudziestopięciokilometrową trasę z Doliny Chochołowskiej przez Starorobociański Wierch i Kończysty Wierch. Starorobociański Wierch jest najwyższym szczytem po polskiej stronie Tatr Zachodnich. Liczy sobie 2176 m n.p.m..  Jeżeli jesteście ciekawi moich wrażeń ( i zdjęć z Tatr Zachodnich) to zapraszam!

Z Krakowa wyruszamy wcześnie. Chciałoby się powiedzieć, że wstajemy bladym świtem, ale wcale jeszcze nie było blado. Po trzeciej nad ranem czas na poranną kawkę, o czwartej siedzimy już w samochodzie. To nam gwarantuje pustą Zakopiankę i brak tłumów w Dolinie Chochołowskiej. Po drodze przystajemy na chwilę na stacji paliw. Dochodzę do wniosku, że rzeczywistość o tej porze ma w sobie coś magicznego.Niebo nad Zakopianką

W okolice Doliny Chochołowskiej dojeżdżamy w okolicach 6 rano. Montujemy się na parkingu ( 7 złotych za dzień) i ruszamy. 

Dolina Chochołowska

Przed nami porządny spacer przez dolinę na rozgrzewkę. Wszyscy polecają przejechać początek trasy na rowerach. Część trasy można przejechać kolejką traktorową ( nazywaną tutaj tramwajem). Dojeżdża ona do Polany Huciska. W okolicach 6 rano nie załapaliśmy się jednak na kolejkę, wypożyczalnie rowerów też zamknięte. Dlatego dzielnie drałujemy na nogach. Na samym początku spaceru wita nas kot. Daje się pogłaskać, wygląda na wyjątkowo dobrze odżywionego. Śmiejemy się, że pewnie poluje na turystów i ich plecaki. Idziemy dalej i patrzymy jak dolina powoli budzi się do życia.Tatry Zachodnie Chochołowski Potok

Po dobrych kilkudziesięciu minutach spaceru, przysiadamy. Szybki posiłek, łyk herbaty z termosu i idziemy dalej. Skręcamy na czarny szlak w kierunku Siwej przełęczy.

Dolina Chochołowska

Na Czarnym Szlaku. Starorobociańska Dolina

Na początku idziemy lasem, spokojnym odcinkiem trasy. W drzewostanie widać spore spustoszenia. Zastanawiamy się co się tutaj musiało dziać i  kiedy. 

w drodze na Starorobociański Wierchw drodze na Starorobociański Wierch

Spomiędzy drzew można dostrzec szczyty, w tym i cel naszej wędrówki – Starorobociański Wierch.

w drodze na Starorobociański Wierchw drodze na Starorobociański Wierchw drodze na Starorobociański Wierch

Podejście przed Siwą Przełęczą nie jest dla mnie lekkie. Wydolnościowo daję radę, ale moje łydki ewidentnie chcą zostać w dolinie. Przez chwilę dopada mnie blady strach – a jak nie wyjdę? Skoro już na początku mam problemy…

Nie będą mi łydki wchodziły na głowę! – myślę i powoli stawiam krok za krokiem. Z lekkimi przerwami na wdech, wydech i zdjęcia.

w drodze na Starorobociański Wierchw drodze na Starorobociański Wierchw drodze na Starorobociański Wierch

Rozglądam się wokół i uświadamiam sobie, że jestem na swoim miejscu. Przecież nie ma opcji, żebym nie wyszła! Jak tutaj jest pięknie!

 Rozglądam się wokół i uświadamiam sobie, że jestem na swoim miejscu. Przecież nie ma opcji, żebym nie wyszła! Rozglądam się wokół i uświadamiam sobie, że jestem na swoim miejscu. Przecież nie ma opcji, żebym nie wyszła!

Siwa Przełęcz

Dochodzimy na Siwą Przełęcz. Wbrew mojemu przeświadczeniu, nie zajmuje nam to wcale wiele więcej, niż wskazane było na oznaczeniu, na rozwidleniu szlaków. A po drodze zrobiliśmy sobie jeszcze wcale niekrótką przerwę na drugie śniadanie. Ja generalnie wychodzę z założenia, że szczęśliwi w górach czasu nie mierzą, jeżeli nie ma takiej potrzeby. Przed nami dzień jest jeszcze długi więc siadamy na przełęczy. Siwa Przełęcz znajduje się na wysokości 1812 m n.p.m. Już tutaj widoki są piękne. Ładnie widać Tatry Wysokie. Kto wie, kiedyś może odważę się na jakąś łagodną i bezpieczną trasę w tamtych rejonach.

 Rozglądam się wokół i uświadamiam sobie, że jestem na swoim miejscu. Przecież nie ma opcji, żebym nie wyszła!

Nie rozsiadamy się jednak na jakoś super długo, bo przed nami jeszcze trochę drogi do przejścia. Ostatnie podejście na Starorobociański Wierch jest, krótko mówiąc, pod górkę. Ja zażegnałam już początkowy kryzys i idzie mi się dobrze. Trzeba uważać na drobne kamienie i kamyczki, na których można wywinąć orła.

w drodze na Starorobociański Wierch

Starorobociański Wierch

W końcu dochodzimy na kamienisty szczyt! Marzę głównie o tym, żeby przysiąść i delektować się widokami, ale jakaś grupka młodych turystów z selfie stickiem coś nagrywa skacząc, krzycząc i wydając małpie odgłosy. Ci to mają jeszcze siłę! Mówię pod nosem i myślę o tym, że jednak bez małpich odgłosów odpoczywałoby mi się lepiej. Na szczęście odgłosy po jakimś czasie milkną. Rozglądam się wokół. Dla tych widoków warto było się tutaj gramolić!

Starorobociański WierchStarorobociański Wierch

Patrzę też na drogę, którą przeszliśmy. Ludzie dopiero idący na Starorobociański Wierch wydają się być bardzo mali. Spójrzcie na zdjęcie poniżej. Widzicie ich w lewym, dolnym rogu?A u góry z lewej strony widać Siwą Przełęcz i to pierwsze podejście, które z niej wiodło pod górę.

droga na Starorobociański Wierch

Schodzimy!

Za Starorobociańskiego Wierchu kierujemy się na Kończysty Wierch. Przy schodzeniu naprawdę trzeba uważać na drobne kamyczki, po których można się przejechać nie tylko na nogach. Dobre buty tutaj to absolutna podstawa. Ja dodatkowo asekuruje się kijkami, które zawsze mam ze sobą w górach. Mimo tego, dwa razy tracę równowagę i moje cztery litery znajdują się niebezpiecznie blisko podłoża. Nie zaliczam na szczęście żadnej spektakularnej lub co gorsza bolesnej gleby. Całe szczęście, bo nawet na takim z pozoru bezpiecznym szlaku można się potłuc albo złamać rękę czy nogę.
Kończysty WierchCała i zdrowa nadal podziwiam widoki i tatrzańską przyrodę. Cały czas myślę o tym, podobno można spotkać tu kozice. Jak na życzenie, jedna przebiega mi prawie przed nosem.kozica w tatrach zachodnich

Mijamy Kończysty Wierch i kierujemy się w stronę Trzydniowiańskiego Wierchu. Odbijamy czerwonym szlakiem w lewo, w stronę Jarząbczej doliny. Tam wchodzimy na szlak żółty i dochodzimy do Polany Chochołowskiej. Cofamy się do schroniska, żeby tam trochę odpocząć i zjeść obiad. Czeka nas znów spacer przez Dolinę Chochołowską.

Jestem zachwycona Tatrami Zachodnimi, a wędrówka na Starorobociański Wierch na długo pozostanie mi w głowie. Polecam każdemu, kto jest zdrowy i w miarę wytrzymały. Idze się praktycznie cały dzień (oczywiście z przerwami, spokojnym tempem). My szliśmy akurat w pełnym słońcu. Dla mnie była to trasa dość męcząca. Czułam ją potem jeszcze w nogach, ale absolutnie i na spokojnie do przejścia. A ja nie jestem jakimś wytrzymałościowym czy kondycyjnym orłem. Starorobociański Wierch i w ogóle Tatry Zachodnie pokochałam od pierwszego wejrzenia miłością absolutną. A jak się podobają Wam?

  • W.

    Piękna relacja i przepiękne zdjęcia! Kocham góry, a Tatry, mało oryginalnie są memu sercu najbliższe. Zawsze latem staram się tam być przynajmniej raz, a potem jeszcze raz jesienią (w tym okresie szczególnie polecam również w Tatrach Zachodnich – Czerwone Wierchy). Trasy, którą prezentujesz nie miałam jeszcze okazji odwiedzić, więc tym milej czytałam i chłonęłam zdjęcia 🙂

    • Dziękuję bardzo! Ta trasa jest piękna! Ja od razu się w niej zakochałam. W takim razie na jesień planuje Czerwone Wierchy! Jak tylko czas i pogoda dopiszą 🙂 A mogłabyś polecić jakąś konkretną trasę?

      • W.

        Znam w zasadzie tylko tą, którą sama przemierzyłam (rok temu, przedostatni weekend września) czyli Kuźnice – Hala Kondratowa – Przełęcz pod Kopą Kondracką i po kolei wierchy: Kopa Kondracka – Małołączniak – Krzesanica – Ciemniak – Dolina Kościeliska – Kiry i stąd busem do Zakopanego, gdzie pod Krokwią zostawiliśmy samochód, skąd zaczynaliśmy spacerem do Kuźnic. Całość zajęła około 10 godzin – z przerwami na odpoczynek, tatrzańskie zachwyty i zdjęcia 🙂 Samo wyjście na górę z Hali pod Kopę wymagało wysiłku, ale nie ma tam trudności, po prostu dość szybko osiąga się wysokość, więc podejście jest strome, a po dostaniu się na górę to po prostu przejście grzbietami (około pół godzinne odległości między szczytami, przejścia przez przełęcze) i dość monotonne zejście. Na początku piękne widoki na Kasprowy i w tle Tatry Wysokie, potem na Zachodnie i niejako obchodzi się Giewont dookoła, co jest fajnym punktem odniesienia i podziwiania krajobrazu. Jesienne kolory też robią swoje 🙂

        Ostatnio byłam w Tatrach Zachodnich na trasie od Siwej Polany – Dolina Chochołowska – Grześ – Rakoń – Wołowiec – Wyżnia Dolina Chochołowska – Dolina Chochołowska i uważam, że ta trasa jest nieco trudniejsza i bardziej wymagająca od Czerwonych Wierchów.

  • Świetna relacja! A zdjęcia – rewelacja! Zazdroszczę Ci takiej wycieczki. Mam nadzieję, że we wrześniu uda się nam wyrwać na jakiś szlak, a nie jak ostatnim razem odwiedzić tylko Tatry przelotem(choć i z tego się cieszę) 🙂

    • Dziękuję Agnieszko! Bardzo mi miło! Tatry przelotem też mają swój urok 🙂 Jak to się mówi, lepszy rydz niż nic. Ale trzymam kciuki, żebyś znalazła czas na długą wędrówkę 🙂

  • Zdjęcia przepiękne a Tatry kocham ❤❤❤

  • Kocham wędrować a tym bardziej po górach i patrząc na ten szlak aż mam ochotę wyruszyć w taką wyprawę, niestety przez moje problemy z nogą niestety muszę zadowolić się krótkimi spacerami. Zazdroszczę tobie takiej wyprawy :).
    Pozdrawiam i zapraszam.

    • Dużo zdrowia w takim razie! To niestety taki szlak, który potrafi się odbić na nogach.