weź się za siebie

„Weź się za siebie!”O bagatelizacji problemów i emocji.

Ten wpis powstaje w ramach Kampanii Społecznej Higieny Umysłu #Równoważę organizowanej przez Kamilę Paszelke z bloga uważniej.pl. W ramach tej kampanii postanowiłam poruszyć temat, który dla mnie osobiście jest bardzo istotny. Ale najpierw krótkie przypomnienie : nie jestem lekarką, nie jestem terapeutką, nie jestem specjalistką w zakresie zdrowia psychicznego. Postanowiłam podzielić się własnym doświadczeniem oraz wiedzą, którą zdobywam na studiach, bo wiem, że to potrafi czasem pomóc, dodać otuchy, otworzyć oczy na pewne kwestie. Ale nic nie zastąpi pomocy profesjonalisty. 

Weź się za siebie! Ogarnij się! Przecież nie masz na co narzekać!

 Czy zdarzyło Ci się usłyszeć czasem :

„No weź się za siebie”, 

„ Ogarnij się”, 

„O co ci chodzi? Nie masz na co narzekać!”

„Taki problem to nie problem”

A może zdarzyło Ci się kiedyś powiedzieć to do innej osoby? Jeżeli jest tu ktoś, kto nigdy nie usłyszał, ani nie wypowiedział takich słów, to niech da znać w komentarzu. Myślę jednak, że wielu z nas takie słowa kiedyś słyszało. Ja słyszałam je wielokrotnie, a to kiedy po skończeniu aplikacji adwokackiej zdecydowałam, że nie chcę być adwokatem, a to kiedy z uwagi na moje zmagania z lękiem miałam pewne problemy w codziennym funkcjonowaniu, a to kiedy w ostatnim czasie sporo przytyłam.

Myślę, że na pewno zdarzyło mi się takie słowa bezrefleksyjnie skierować również do innej osoby,  za co przepraszam. Ale w tym wpisie nie chodzi o biczowanie się, ani o wytykanie palcami. Chodzi o wiedzę. Bo takie słowa, zazwyczaj są motywowane troską i wcale nie muszą wynikać ze złej woli, natomiast mogą zrobić dużo złego.

Choroba ciała vs choroba „duszy”

Dla wielu osób, które zmagają się z problemami natury psychicznej czy też psychologicznej, hasło „weź się za siebie” jest czymś strasznym. Z bardzo wielu powodów, ale najczęściej dlatego, że po prostu bagatelizuje ich problem, unieważnia ich emocje i stan, w którym się znajdują.

Często kiedy słyszymy wyrażenia „choroby psychiczne” czy też „ zaburzenia psychiczne” to mamy poczucie, że problemy związane z naszą psychiką, występują niejako w oderwaniu od ciała. Oczywiście to nie są wyrażenia nieprawidłowe, ale ich interpretacja może wynikać z głęboko zakorzenionego poczucia dualizmu „ciała” i „duszy”. I w tym nurcie bardzo wielu ludzi interpretuje choroby psychiczne, jako wymysł, jako coś zależnego wyłącznie naszej woli. Często mówi się, że osoby silne nie chorują psychicznie, albo że tego typu choroby mogą wystąpić tylko u ludzi, którzy przeżyli silną traumę albo co najgorsze, że tego typu choroby w ogóle nie istnieją i że są jakimś dziwnym wymysłem, że wynikają z nudów, zgniłej cywilizacji zachodu, a w przypadku dzieci niestety pojawiają się pomysły, że niejeden rodzić „pasem by tę całą depresję wyleczył”.

Nie mam słów na to, jak krzywdzące takie myślenie może być dla osób, które chorują. WHO wskazuje, że ponad 700 000 osób rocznie umiera z powodu samobójstw oraz, że samobójstwa są w czołówce, jeżeli chodzi o przyczynę zgonów w wieku 15-29 lat. W Polsce w 2017r. na depresję chorowało milion osób, ale warto też pamiętać, że bardzo wiele osób chorujących nie jest zdiagnozowanych, mimo że mogą chorować latami. Wpływ na to może mieć stopień świadomości społecznej, kwestie związane ze stygmatyzacją chorych oraz dostępność opieki psychiatrycznej. A depresja to przecież tylko wierzchołek góry lodowej, bo mamy szereg innych jednostek, z którymi zmagają się ludzie.

Warto zapamiętać, że czy to depresja, czy jakiekolwiek inne zaburzenia psychiczne nie istnieją w oderwaniu od naszej fizjologii. W tym kontekście nie są to jakieś wyimaginowane choroby, które da się wyleczyć wyłącznie przez odpowiednią motywację i uśmiech na twarzy. One są ściśle powiązane z wieloma układami naszego organizmu. Tkwią w naszej fizjologi. Dlatego o diagnozie i rodzaju podjętego leczenia powinien zawsze decydować specjalista.

Warto wczuć się w sytuację innych

Wyobraź sobie, że musisz przenieść głaz ważący kilkaset kilo na drugi koniec pokoju. Wiesz, że to ponad Twoje siły. Zmagasz się z tym od dawna, wszelkie próby kończą się katastrofą, a w dodatku od tego zależy Twoje życie. A teraz do pokoju wchodzi gość w typie strongmana i mówi „Ale o co Ci chodzi? Przecież to lekki kamyczek! Taki problem to nie problem!”.

Jak się z tym czujesz?

Pamiętaj, że to co dla Ciebie jest proste, dla kogoś może być bardzo trudne. Dla osoby, która nie może wstać z łóżka, komunikat weź się za siebie, może oznaczać : jesteś beznadziejny, do niczego się nie nadajesz. To może być kolejny znak, który pokazuje : ej, nie radzisz sobie! 

Też to słyszałam!

Sama miałam w zeszłym roku ogromny problem z lękiem. Bardzo bałam się o swoje zdrowie. Nie czułam się dobrze. Pojawiły się u mnie bardzo konkretne objawy. Towarzyszył temu cały czas ogromny lęk. Odczuwalny wyraźnie w ciele. Przeszłam wtedy szereg badań, wszystkie wychodziły dobrze. Wiedziałam już, że moje objawy mają charakter psychosomatyczny, że wynikają w dużej mierze z napięcia. Zdecydowałam, że zwrócę się do specjalisty.

Ja też wtedy słyszałam, żebym wzięła się za siebie. I uwierzcie, gdybym miała w głowie jeden guzik, którym mogłabym przestawić całe swoje myślenie, z trybu lęku na „tryb normalny”, i gdybym wiedziała, gdzie ten guzik jest, to włączyłabym go bez wahania. Ale jak słyszałam, że mam się ogarnąć, bo przecież jestem zdrowa i „niepotrzebnie wymyślam problemy”, to czułam się jeszcze gorzej. Bo do lęku doszły ogromne wyrzuty sumienia. Bo jak to? Ja, która zawsze sobie radziłam ze wszystkim nagle sobie nie radzę, wszyscy mi mówią, że sama stwarzam problemy, więc doszło do tego ogromne poczucie winy, osamotnienia, bo miałam wrażenie, że nikt mnie nie rozumie, że ja jestem jedyna z tym problemem, bo wszyscy są normalni a ze mną jest coś nie tak.

Ja tak naprawdę miałam ogrom szczęścia. Mam narzeczonego, który mnie bardzo wspierał w tym trudnym czasie i który był przy mnie, kiedy było bardzo ciężko. Miałam wiedzę, która pozwoliła mi zdiagnozować problem. Oczywiście nie mam na myśli diagnozy medycznej, po prostu wiedziałam, że to nie jest wyłącznie kwestia znalezienia motywacji, inspiracji czy magicznego wzięcia się za siebie, tylko że potrzebuję wsparcia. I miałam możliwość po to wsparcie się zgłosić. Od kiedy pracuję z moimi problemami z psychoterapeutką jest lepiej.

Od razu wiedziałam, że będę otwarcie mówić o psychoterapii. Nie jest to dla mnie żadna tajemnica, podobnie nie wstydziłam się, że chodzę to fizjoterapeutki, kiedy miałam problemy z bólami pleców. Wydaje mi się, że dzięki temu, że mówię otwarcie miałam okazję porozmawiać też z wieloma osobami, które zmagają się z różnymi problemami natury psychologicznej i bardzo wiele z nich, powiedziało, że „weź się za siebie” albo „o co ci chodzi” to najgorsze co mogły usłyszeć.

Ale co z osobami, które nie mają wsparcia? Które uwierzą, że gdyby tylko odpowiednio wzięły się za siebie, to problem by zniknął, a to wzięły się za siebie oznacza wstały z łóżka z uśmiechem i udawały, że problemu nie ma?

Nigdy nie znamy sytuacji drugiej osoby w pełni

Dlatego zawsze, ale to zawsze w relacji z drugą osobą, warto wziąć pod uwagę, że nie znamy jej sytuacji w 100%. Nie wiemy tego, co siedzi w jej głowie. I nie wiemy często z czym się zmaga. To, że  ktoś nie wstaje codziennie z łóżka i nie zabiera się z uśmiechem za pracę, to nie musi oznaczęć, że jest leniwy, To, że ktoś ma z pozoru idealne życie, nie oznacza, że nie choruje. Depresja czy inne zaburzenia mogą pojawić się u każdego, nie tylko u osoby, która jest biedna, samotna i przeszła traumę. Ja ostatnio rozmawiałam z wieloma osobami u których problem pojawił się w wydawałoby się najlepszym momencie ich życia. Tak było u mnie. Najgorszy rzut mojego lęku przypadł na okres, kiedy wszystko inne świetnie się układało. Pamiętaj, że to, że czyjś mąż (czy żona) jest sympatyczny i świetnie opowiada anegdotki w gronie znajomych, to nie oznacza, że nie prezentuje zachowań przemocowych w domu. To, że ktoś jest dobrze sytuowany, ma cudowną rodzinę i pieniądze i spełnia się na każdym polu, to nie oznacza, że może mieć problemów.

Nie o nasze oczekiwania chodzi

Po drugie warto pamiętać, że inne osoby nie są od spełniania naszych oczekiwań. To, że dla nas szczęśliwe i pełne życie wygląda tak a nie inaczej, to nie oznacza, że inni mają taką samą miarkę. Takie „weź się za siebie” często słyszy kobieta, która przestała się malować. Ale to, że nie nosi makijażu nie oznacza, że jest zaniedbana. Może nie czuje, że jest dla niej potrzebny. Może czuje się piękna bez niego.

Ja na przykład takie „weź się za siebie” słyszałam w kontekście mojej wagi, która urosła i która szczególnie mi nie przeszkadza. Staram się krok po kroku wprowadzać zdrowe nawyki, ale redukcja masy nie jest moim priorytetem. Nie mam na to przestrzeni w głowie. Ja nie przejmuję się szczególnie tymi komentarzami, ale jak myślisz, co może pomyśleć osoba, która zmaga się z głębszym problemem, kiedy otoczenie mówi cały czas : no weź się za siebie, jak Ty wyglądasz? Może na przykład pomyśleć, że to kolejne pole, na którym się nie sprawdza. Może zacząć unikać spotkań z rodziną, ze znajomi, którzy oceniają ją na każdym kroku.

Reaktancja

Pamiętaj też, że twoje „weź się za siebie” może wywołać opór drugiej osoby.  Zgodnie z teorią reaktancji możemy reagować takim oporem na próby odebrania nam wolności czy możliwości wyboru. Ktoś, kto może zastanawia się, czy nie wybrać się do lekarza czy do terapeuty, jak usłyszy, że druga osoba z wyższością mówi, „ Ty się weź za siebie i idź się lecz, bo jesteś beznadziejny”, to może pomyśleć: „ halo, nie dam mu tej satysfakcji i nie pójdę”.

 Albo wyobraź sobie osobę, która od lat żyje w przemocowym związku i powoli dojrzewa do jego zakończenia. Kiedy usłyszy : „ale ty jesteś głupia, zmarnowałaś z nim 10 lat życia, odejdź natychmiast”, to może zacząć szukać argumentów przeciwnych. Przecież nie jestem głupia, jestem z nim bo: go kocham, bo mamy dzieci, bo czasem jest wspaniale, bo odejście jest niezgodne z moją religią.

Zbyt duży nacisk może u osoby, która się waha, przynieść zupełnie odwrotny skutek.

Wiem, że patrzenie na bliskie osoby, które zmagają się z problemami, jest trudne. Stąd taka pokusa, żeby dać im „motywacyjnego kopa”. To normalne, chcemy być dla nich wsparciem. Ale warto zastanowić się jakiego wsparcia oni rzeczywiście potrzebują. Warto zamiast : „ co ja sądzę o tej sytuacji” albo „co ja bym zrobiła” zastanowić się „co ja mogę dla niej/dla niego zrobić”. Czasem warto wysłuchać, zapytać zamiast dawać porady. Szukać źródeł wiedzy. A często po prostu warto samemu zwrócić się o pomoc do specjalisty, który może pomóc nam poszerzyć wiedzę o danym problemie i znaleźć odpowiedni, komfortowy dla nas sposób radzenia sobie z nim. Warto w naszych działaniach kierować się empatią.

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments