Banał Lawyerka 5 wartościowych banałów

5 banałów, które karmię i pielęgnuję na co dzień

Banał. Frazes. Wyrażenie bez głębokiej treści, znane powszechnie. Nic nie wnoszące.  Powtarzane i słyszane ( a w ostatnich latach widziane, czytane i udostępniane na internetowych stronach i w mediach społecznościowych) miliony razy. Niektórzy na ich widok przewracają oczami. Niektórym służą do zgrabnie, bądź mniej zgrabnie przeprowadzanych akcji marketingowych i sprzedażowych. Jeszcze inni szukają, zapisują te ciekawie brzmiące i ładnie sformułowane i trzymają na gorsze, niemotywujące czasy.

Nawet najgłębsza treść, powtarzana do znudzenia w każdym możliwym kontekście, prędzej czy później traci na wyjątkowości i odświętności. Jak ulubiona biała koszula, jeżeli zacznie nam służyć do sprzątania w domu, a jej rękawy do przecierania blatów.

Z drugiej strony – warto, na te wytarte treści,  od czasu do czasu, ponownie spojrzeć odświętnie.

Był taki czas w moim życiu, kiedy odnosiłam wrażenie, że jestem nie na swoim miejscu – że to co ważne i fajne, póki co toczy się gdzieś obok, a ja istnieję sobie w oczekiwaniu na „kiedyś”.  Od tego czasu bardzo wiele się zmieniło. Ale nie dlatego, że nagle odkryłam magiczny sposób na życie. Nie dlatego, że dostałam nagle dostęp do wiedzy tajemnej.

Moje życie do góry nogami wywróciło kilka banałów, które słyszałam od dziecka i puszczałam niejednokrotnie mimo uszu. Wystarczyło je wyciągnąć z gąszczu codziennych myśli i nadać im z powrotem trochę odświętności.

Banał nr 1 : Chcesz robić, to rób – samo się nie zrobi

Banał? Banał! Wiadomo, że sam z siebie to się robi tylko bałagan ( przynajmniej u mnie!), natomiast znakomita większość sytuacji, do osiągnięcia celu wymaga działania z naszej strony. Nawet w supernowoczesnym i zautomatyzowanym świecie.

Kiedy kilka lat temu, zaczynałam regularnie czytać kilka blogów i podglądać kilka blogerek w mediach społecznościowych, myślałam sobie : ale fajne musi być takie swoje miejsce w sieci.  Absolutnie wtedy nie przeszło mi przez głowę, żeby stworzyć swoje. O ile teoretycznie wiedziałam, że tak jak śpiewać, tak i blogować „każdy może”, o tyle realnie naprawdę miałam głębokie przekonanie, że ja nie. Że to jest zarezerwowane dla jakiejś innej, wybranej grupy osób, wymaga supermocy, dostępu do magicznego eliksiru i wiedzy tajemnej. A nawet jeżeli mogłabym założyć swoją stronę, to ona na pewno upadnie, bo nikt nie będzie jej czytał.

A potem nastał klasyczny moment oświecenia. Eureka! Jak nie spróbuję, to się nie dowiem. I tak, dwa lata temu powstała Lawyerka. Założenie było takie, że jak będzie tego bloga czytać chociaż kilkanaście osób, to będę superzadowolona. Przeczucia były takie, że pewnie mi się znudzi po kilku miesiącach, że zabraknie mi systematyczności. Po dwóch latach ten blog stał się moją absolutnie największą pasją i zmienił u mnie wszystko. Zamiast kilkunastu, czyta go kilkanaście tysięcy osób miesięcznie, a mój zapał wcale nie był słomiany.

Ale żeby się o tym przekonać, musiałam działać. Dlatego jak czasem słyszę od znajomych : „ale fajnie, też bym chciała swojego bloga””, to mówię : Zakładaj! Innej drogi nie ma.

I to odnosi się do każdej dziedziny naszego życia. Chcesz coś zmienić? Żyć zdrowiej? Zmienić pracę? Działaj! Samo się nie zrobi. Może być łatwiej, może być trudniej. Może się udać, może się nie udać. Nikt nie gwarantuje sukcesu. Ale jeżeli nic nie zmienisz, nic się nie zmieni.

Banał nr 2 : Żyj po swojemu

Kolejny banał! Wiadomo, że żyję po swojemu! A po czyjemu mam żyć?

Niestety, w praktyce dobrze jest zrobić sobie rachunek sumienia. Sprawdzić, czy tak naprawdę to co robię na co dzień, moja rutyna dnia codziennego, to jest to, co chcę robić. Czy to nie jest czasem to, czego oczekuje ode mnie otoczenie, albo to, co robię bo robię, bo nie wiem, co mam robić.

Życie po swojemu wymaga czasem odważnych decyzji. Słynnego i do znudzenia powtarzanego „wyjścia ze strefy komfortu”. O tym, że bywa z tym różnie, przekonałam się w zeszłym roku, kiedy po pięciu latach studiów i trzech latach aplikacji adwokackiej zdecydowałam, że nie chcę być adwokatem ( Wspominałam o tym we wpisie o tym, jak przewróciłam życie do góry nogami).

Decyzja dojrzewała we mnie dość długo, i byłam z nią absolutnie pogodzona, ale jak tą decyzją podzielić się z innymi? I nie zliczę ile razy usłyszałam, że zwariowałam, że jestem niepoważna, że to porażka, że zmarnowałam tyle lat, że jestem głupia. Byłam w ciężkim szoku, jak moja własna, prywatna decyzja, dotycząca mojego życia jest oceniania przez osoby, których w ogóle nie dotyczy 🙂 Na szczęście znalazło się kilka osób, które okazało mi wsparcie. Krytykę przyjęłam na klatę, uwagi o mojej głupocie puściłam mimo uszu.

I wyniosłam z tego jedną, cenną lekcję – że to banalne stwierdzenie o tym, że nikt nie przeżyje naszego życia za nas, dlatego nikt nie powinien nam mówić jak mamy żyć – naprawdę  jest bardzo sensowne! I warto je pielęgnować na co dzień.

Oczywiście powyższe nie oznacza, że jestem wielki kozak, pozjadałam wszystkie rozumy i zawsze wiem co mam robić. Chętnie słucham tego, co mają do powiedzenia inni, przyjmuję dobre rady, cały czas uczę się od innych. Ale mam w głowie taki filtr, przez który to wszystko przepuszczam.  Bo nikt nie siedzi dokładnie w mojej skórze i nikt nie zna moich odczuć, przeżyć i potrzeb tak, jak ja sama. I jak się potknę i potłukę, to na swoją własną odpowiedzialność. O tym samym staram się pamiętać, kiedy ktoś pyta mnie o radę.

Banał Lawyerka 5 wartościowych banałów

Banał nr 3 : Pozytywne nastawienie ma znaczenie

Taaaak! Pozytywne nastawienie, kołczingowa bzdura, w której magiczne moce wierzą Ci, którym w życiu nie wyszło – nie policzę ile razy słyszałam tego typu stwierdzenia. Trochę tak jest, że o tym pozytywnym nastawieniu słyszy się tyle, że właściwie przestaje mieć ono konkretny wymiar.

O moim podejściu do pozytywnego nastawienia pisałam już kiedyś na blogu. Nadal się pod tym podpisuję. I nadal nie uważam, że pozytywne nastawienie to takie magiczne zjawisko, dzięki któremu nagle świat kłania nam się do stóp i wszystko idzie gładko. I nadal nie jestem chodzącą oaza spokoju, która zawsze jest uśmiechnięta i szczęśliwa.

Przeczytałam ostatnio biografię Stanisława Grzesiuka, w której zamieszczony został fragment wywiadu z Alicją Gawlikowską-Świerczyńską, lekarką, która podobnie jak Grzesiuk przeżyła obóz koncentracyjny. Kobieta zapytana o to, jaki był jej sposób na to, żeby przeżyć, odpowiedziała, że jej sposobem było „polubić sytuację”. Pozwolę sobie przytoczyć ten fragment, bo ja po jego przeczytaniu czułam, jakby ktoś mnie strzelił w twarz. Serio. Nagle zrobiło mi się po prostu wstyd! Za każdy jeden moment, w którym przyszło mi do głowy, że „wszystko jest do dupy„.  99,9%procent moich niesamowitych, życiowych problemów wyprostowało się w dwie sekundy.

„Tak! Polubić obóz koncentracyjny. Popatrzeć rano na apelu-gdy się stało trzy godziny- jak wschodzi piękne słońce […] Wyrzucałam z głowy rzeczy nieprzyjemne, nie rozmyślałam, mówiłam : ” To jutro…” . Przeżyć można tylko dzięki odpowiedniemu nastawieniu” . ( Cytat znalazłam w książce „Grzesiuk. Król Życia” Bartosza Janiszewskiego, oryginalnie pochodzi z książki „Czesałam ciepłe króliki. Rozmowa z Alicją Gawlikowską-Świerczyńską”,  Dariusz Zaborek )

Tak przy okazji książka, z której pochodzi ten cytat leży właśnie u mnie na półce, pożyczona  z biblioteki i jest wysoko na mojej liście książek do przeczytania na już! Tych, którzy uważają, że pozytywne nastawienie, to kołczingowy wymysł marketingowców i dzisiejszych czasów pozostawiam z tym cytatem.

Banał nr 4 : Zdrowie jest najważniejsze

Największy banał świata! Wiadomka! Jakkolwiek źle by nie było, dopóki żyjemy i jesteśmy zdrowi to zawsze możemy się pozbierać do kupy i zacząć od nowa. Ale teoria teorią, a teraz praktyka. Bo ile osób ten banał słyszy, powtarza, kiwa głową, a potem robi swoje?

I tutaj absolutnie nie będę się wymądrzać, ani wytykać palcami, bo nieuchronnie jednym z nich mogłabym sobie trafić w oko. Daleko mi tutaj do ideału. Żyję w jednym z bardziej zanieczyszczonych miast w Polsce, mam siedzący tryb życia i czasem tuż przed wyjściem na siłownię okazuje się, że tyłek w magiczny sposób przykleił mi się do krzesła. Za pizzę i burgery dałabym się pokroić.

I nie wywrócę tutaj świata do góry nogami. Nie przeprowadzę się nagle w sam środek dziczy,nie zmienię pracy na taką, która utrzyma mnie w ciągłym  ruchu. Na pewno nie raz jeszcze zdarzy mi się gorszy dzień i nie odmówię sobie ulubionych pyszności.

Ale małymi krokami staram się, żeby było lepiej. Nie popadając ze skrajności w skrajność, ani w obsesję. Bo chcę, żeby „zdrowo” oznaczało dla mnie fajnie i przyjemnie. Nie wypowiadam wojny własnym słabościom. Raczej staram się podejść do siebie i swojego ciała, jako swój własny najlepszy przyjaciel.

Banał Lawyerka 5 wartościowych banałów

Banał nr 5: Szczęścia nie kupisz

Jedni mówią, że to banał, inni mówią, że to taka bajka powtarzana przez bogatych, żeby biedni się nie buntowali.

I ja nie będę tutaj udawać osoby obrażonej na pieniądze. Bez dyskusji – pieniądze się w życiu przydają, w wielu sytuacja mogą pomóc, ułatwić życie, zwiększyć możliwości. Ale szczęścia nie dają 🙂 No, może poza sytuacjami, kiedy mogą uratować życie (np. pieniądze na leczenie), ale finalnie to nie one są wtedy powodem radości.

Nie przekonasz mnie, że jest inaczej. Pieniądze dostarczą Ci nowych wrażeń, chwilowych radości, sprawią, że życie będzie przyjemniejsze i wygodniejsze. Ale jak nie masz w sobie tej wewnętrznej radości , nie umiesz się cieszyć, tak po prostu, z tego co jest, to ciągle Ci będzie czegoś brakować. Bo najciekawsze i najbardziej ekskluzywne rozrywki, mogą się znudzić. I nie jeden majętny się zapił czy zaćpał. Bo okazuje się, że będąc bajecznie bogatym można być tragicznie nieszczęśliwym.

Jeżeli myślisz, że większy stan konta z automatu przełoży się na wyższy poziom szczęścia, to się zastanów. Może nie warto podejmować się kolejnej dodatkowej pracy, brać kolejnego zlecenia, jeśli na co dzień starcza Ci na podstawowe potrzeby i tak naprawdę niczego Ci nie brakuje. Zaoszczędzony w ten sposób czas ( na spacer, na obiad z bliskimi, na chwilę przyjemności) może okazać się o wiele cenniejszy!

Żeby nie było – pieniądze są super! Ale warto je sobie ustawić na odpowiednim miejscu na liście priorytetów.

A po co ten banał?

Piszę i piszę. Tekst  coraz dłuższy. Wylewam radości i żale.  Banał banałem pogania. A  po co to wszystko? Po co powtarzam to, co oczywiste?

Ano piszę dla tych, którzy nie wiedzą, albo dla tych którzy zapominają. Bo sama kiedyś nie wiedziałam. Myślę, że gdybym w odpowiednim momencie życia (a wcale nie było to tak dawno temu) nie usłyszała kilku banałów, to dzisiaj byłoby mi o wiele gorzej.

Dlatego proszę, jeżeli masz wątpliwości – pochyl się nad niektórymi banałami, znajdź własne, pielęgnuj je, karm i podlewaj. Niech rosną. Raz na czas podejdź do nich odświętnie i zobacz co się stanie 🙂

Jestem bardzo ciekawa, co sądzisz o tym, co napisałam powyżej.  Czy masz takie swoje „banały”, które pomimo tego, że są  mocno wyeksploatowane na różnych polach, towarzyszą Ci w życiu na co dzień. Podziel się nimi ze mną i innymi czytelnikami bloga w komentarzu!

A jeżeli uważasz ten tekst za przydatny i wartościowy to podziel się nim z innymi, na przykład poprzez udostępnienie go w mediach społecznościowych!

 

Jeżeli chcesz pozostać ze mną w kontakcie, być na bieżąco i otrzymywać ode mnie maile z informacjami o tym, co się dzieje na blogu, co u mnie, a także dodatkową porcję informacji i ciekawostek prawnych – zapraszam do zapisania się na newsletter!

Chciałabym, żeby newsletter był taką fajną, bardziej prywatną formą komunikacji między nami. Dlatego planuję, raz na czas, napisać coś bardziej od serducha, od kulis  – tak jak się pisze do dobrych znajomych. Jeżeli masz ochotę na ten nowy rodzaj komunikacji – serdecznie zapraszam!

Podobne wpisy

Mam na imię Ewa i jestem prawnikiem. Chcę pokazać Ci, że prawo potrafi być ciekawe, może być pasją, jest blisko każdego z nas. Chcę podzielić się z Tobą dawką motywacji i małych codziennych przyjemności.

Głęboko wierzę, że każdy z nas ma duży wpływ na swoją codzienność, a kluczem do przyjemnego życia, jest odpowiednie nastawienie.

Jeżeli spodoba Ci się treść, którą tworzę, proszę, daj mi o tym znać, zostaw po sobie ślad w postaci komentarza. Jeżeli udostępnisz mój wpis w swoich mediach społecznościowych – będę super szczęśliwa!

Zapraszam Cię do śledzenia mnie na Facebooku i Instagramie, a jeżeli chcesz być na bieżąco koniecznie, zapisz się do mojego newslettera!

Pamiętaj, że treści zamieszczane na blogu nie stanowią porady prawnej! Przepisy się zmieniają, każda reguła ma swój wyjątek – dlatego zawsze warto skontaktować się z prawnikiem.

20
Dodaj komentarz

10 Comment threads
10 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
11 Comment authors
najnowszy najstarszy
czytelniczka85

A propo pozytywnego nastawienia, przypomniałaś mi, jak ostatnio siedziałam w kolejce do lekarza i narzekałam w myślach na moje wciąż szwankujące zdrowie, bo ciągle coś mi dolega. Obok w pewnym momencie usiadł facet, który zaczał opowiadac głośno o swoich chorobach. Po wysłuchaniu go, stwierdziłam, że w sumie to mimo moich iluś tam chorób i dolegliwości, w porównaniu z nim, to naprawdę nie mam na co narzekać 🙂

Agata

Fajny wpis 🙂 Banał, nie banał, ale przypomnieć sobie o tych prostych prawdach zawsze warto. No i obyśmy zdrowi byli 😉

To są bardzo mądre banały 🙂

Optymizm i maszerowanie swoją drogą bez względu na to, co ludzie powiedzą zwykle ze sobą sie łączą i u mnie są od dawien dawna na pierwszym miejscu. Do wzięcia życia w swoje ręce jednak musiałm dorosnąć i zajęło mi to ponad 30 lat. Co do zdrowia też jestem zgodna. Nie zgadzam się tylko co do jednego, że pieniadze szczęścia nie dają. Pisałam o tym swego czasu u siebie, bo ja uważam że owszem dają i to bardzo wiele. Za hajs można sobie całkiem sporo szczęścia kupić. Spróbuj sobie wyobrazić, że Twoje dziecko (siostra, mama, dziadek) jest chore (nawet nie żadna straszna śmiertelna choroba, ot zwykłe zapalenie oskrzeli czy angina) a Ty nie masz hajsu, by kupić mu syrop na gorączkę. Gdybyś miała pieniędze, kupiła byś szczęście w aptece i dziecko by nie cierpiało…. Idźmy dalej – gdy masz pieniędze, by wynająć ładny dom, kupić dziecku, małżonkowi, mamie (…) ubranie, dobre jedzenie, buty, prezenty na urodziny, gwiazdkę, zabrać ich do zoo, restauracji, opłacić kolonię, sanatorium, wycieczkę – kupujesz SZCZĘŚCIE. Byłam w baaardzo trudnej sytuacji finansowej mimo przepracowania uczciwie kilkunastu lat i wiem jak to jest nie mieć hajsu na podstawowe rzeczy. Gdy żyjesz każdego dnia w strachu, że jutro może komornik wyrzuci cię z rodziną z domu bo już nie masz skąd brać na opłaty, że jutro może MOPS odbierze ci dzieci bo jesteś biedna i nie ma dla ciebie pracy (choć od matury pracowałaś uczciwie przez 15 lat), że jutro może nie starczy ci na chleb dla dzieci bo już sprzedałaś wszystko co miałaś i na owoce, wędlinę to już dawno nie masz , gdy każdego dnia płaszecz po wyjściu córek do szkoły, bo jest ci niezmiernie smutno, że inne dzieci się z nich śmieją, jak chodzą w 2 numery za wielkich zniszczonych chłopięcych butach i za małych, podartych ubraniach, gdy jest ci przykro, że nie masz ich za co wysłać na wycieczkę, czy basen a wszysycy inni jadą, gdy nie masz za co kupić paliwa by odwiedzić rodziców w Boże Narodzenia ani oni nie mają pieniędzy by odwiedzić ciebie… Tego trzeba doświadczyć, by zrozumieć ile szczęścia daje posiadanie pieniędzy. Dziś mamy pieniądze i kupujemy za nie masę szczęścia każdego dnia. Trzeba było widzieć mojego męża, który po raz pierwszy kupił nowe auto w salonie – miał łzy szczęścia w oczach, gdy do niego wsiadał i dzis po 4 latach nadal jest szczęśliwy że ma auto o jakim marzył i może nas wozić wszędzie, gdzie nam się zamarzy. Trzeba byś zobaczyła raz miny moich nastolatek, gdy pozwalam im nakupić nowych modnych ubrań na cały sezon. No i w koncu ja – 10 lat temu: kłębek nerwów, płakałam z bezsilności każdego dnia, bo po 40 godzinach pracy tygodniowo nie miałam za co kupić dzieciom i reszczie rodziny podstawowych rzeczy, krzyczałam na własne dzieci bez większego powodu, w domu wiecznie były kłotnie i nienawiść, 6 lat temu moje 3letnie małżeństwo nagle zaczęło wisieć na włosku przez brak pieniędzy. Dziś mamy hajs – w domupanuje spokój i szczęście. Nie pamiętam bym w ciągu… Czytaj więcej »

Te banały,które wypisałaś,są bardzo ważne w życiu człowieka. To się mogą wydawać takie proste,oczywiste rzeczy. Ale często tylko teoretycznie są oczywiste. Brakuje ich w naszym życiu. Bo człowiek biegnie,ciągle biegnie, ustawia sobie cele,brnie w złudne wartości i nawet nie wie jak i kiedy traci szczęście. I jeszcze pół biedy jeśli w tym momencie przemyśli sprawę i doceni to,co niby takie banalne. Ale niejednokrotnie tracąc szczęście i komfort życia szukamy go grom wie gdzie. A warto zacząć od rzeczy podstawowych,może i pozornie małych. Świetny tekst! 😉

Masz rację. Chcesz coś zmienić. Zacznij od siebie. Samo się nie zrobi. Samo życie…Niestety większość woli biadolić i narzekać, bo robić nie ma komu…Na działanie decydują się jednostki.

Warto powtarzać te banały, tak łatwo o nich zapomnieć. U mnie ostatnie dni to takie błędne koło. Problemy zdrowotne ma wpływ na brak pozytywnego myślenia. Człowiek się nie poddaje, walczy i stara się zmienić, ale to trudne. Przyznam, że pogoda nie służy pozytywnemu myśleniu. Trochę pogarsza problemy zdrowotne, ale najgorsze o usiąść i się tym nadmiernie przejmować.

Hej, wpis w sam raz dla mnie na dziś – na tyle, że aż się dopiszę, chyba po raz pierwszy. Wróciłam w nocy ze wsi i właśnie zaczynał mnie dopadać „ból istnienia”, jaki zwykle czyha na mnie w takich sytuacjach. Zaczynał, mimo sensownego planu na dzień i tydzień, mimo tego, że wiem, w jakim celu jestem teraz akurat tu, a nie leżę na huśtawce w sadzie popijając lemoniadę i licząc obłoki.
Dobrze mi zrobiło Twoje przypomnienie o tym i owym. Nie, to nie tak, że nagle zakipiałam hurraoptymizmem i energią, w końcu jestem niewyspana i w dodatku idę na popołudnie do pracy, gdzie, jakby nie spojrzeć, nie uda mi się wyspać, ani policzyć obłoków.
Jest w porządku, małymi krokami realizuję własny plan, mam możliwości wyboru i wybieram, cieszę się.
Do Twojej listy dodałabym swój banał, brzmiący „bądź sobą”. On z całego tekstu wynika, ale ja go sobie jeszcze dodatkowo dopisuję.
Z blogiem jestem na etapie cieszenia się z kilku czytelników, ale mało brakło, a i do tego etapu bym nie doszła, pielęgnując w sobie wizję idealnego miejsca w sieci, gdzie poruszane będą idealne tematy, idealnie dopasowane do reszty treści na stronie, idealnie poprawne i idealnie Nie Moje. Pisać lubię, najchętniej o byle czym. O byle czym, byle było dla mnie w danej chwili istotne i prawdziwe. Przez szereg miesięcy nie dodawałam wpisów na bloga, bo z góry założyłam, że jeśli pozwolę sobie tam na Moje pisanie, to mogę od razu tego bloga usunąć, bo pies z kulawą noga tam nie zajrzy. Czekałam na odpowiednie tematy, jakie zainteresują potencjalnych odbiorców. Nie doczekałam się, rzecz jasna, za to któregoś dnia powiedziałam sobie „ej, skąd to wszystko tak doskonale wiesz? może po prostu napisz jak umiesz i poczekaj”. Mam wielki sukces – realizuję to, zamiast czekać na wydmuchany dobry moment . Dzięki za to podsumowanie. Karmmy banały dużą pizzą 😀

Ja to nazywam „oczywistościami” – i też mam takie swoje. Niby oczywiste, a jednak tak banalne, że nie przywiązujemy do nich wagi. Zupełnie błędnie! Z tych, które wymieniłaś zdecydowanie jestem mistrzem pozytywnego myślenia i to mi bardzo pomaga w życiu.

Może i banały, ale wszystkie pięć to prawda. Czasem zapominamy o tym i to nasz największy błąd! Niektóre rzeczy wydają się nam tak oczywiste, że nie przywiązujemy do nich większej wagi, a tak naprawdę to te banały są podstawą szczęśliwego życia i osiągnięcia sukcesu 🙂