Paulina Świst „Prokurator”,czyli wątek erotyczny w środowisku prawników

Paulina Świst Prokurator

„ Jeszcze żadna gwiazda nie eksplodowała z taką siłą na firmamencie polskiego kryminału” – przeczytamy na okładce. Czy rzeczywiście? Dziś na tapecie książka, o której różnie się mówi. Kryminał czy romans? Czy rzeczywiście pokazuje środowisko prawników od podszewki? Napisana przez młodą adwokat, występującą pod pseudonimem. Paulina Świst – „Prokurator”.

Książki nie powinno oceniać się po okładce, ale nie zaszkodzi na nią popatrzeć. Tutaj mamy tajemniczą kobietę, w designerskim fotelu z gustownie ułożoną dłonią i zagadkowo ukrytą twarzą. Mamy zarys, cień mężczyzny, światła miasta i ślady krwi. Jest mrocznie i tajemniczo, jak w gatunkowym kryminale, jednak twórcy okładki już na wstępie informują ( obiecują?), że w środku znajdziemy  ostry seks, ostry język, ostrą jazdę. Co w takim razie jest w środku?

Kinga Błońska. Młoda pani adwokat z Wrocławia przyjeżdża do Gliwic, gdzie właśnie rozpoczyna się proces zorganizowanej grupy przestępczej i jej bossa Szarego.  Kindze właśnie rozsypało się życie prywatne, w dodatku wbrew własnej woli ma bronić gangstera, z którym łączą ją powiązania rodzinne. Prokurator Łukasz Zimnicki, lekkoduch, kobieciarz, rekin w swoim fachu. Jest zdeterminowany, żeby wsadzić Szarego za kratki, dzięki zeznaniom kluczowego świadka. Tych dwoje spotyka się przypadkiem w klubie i spędzają ze sobą upojną noc. Dwa dni później rusza głośny proces i kochankowie spotykają się na sali sądowej.

Paulina Świst prowadzi nas przez tę historię głosami głównych bohaterów. Poznajemy dwa punkty widzenia, dwa spojrzenia, dwa głosy. Czytelnik od razu, bez wstępów, wrzucony jest w sam środek wydarzeń, ale bynajmniej nie w wir kryminalnej zagadki, gdzie trup gęsto się ściele, raczej w wir erotycznych uniesień opisanych w sposób prosty, językiem, który z założenia miał być chyba frywolny, brutalny i ostry. Językiem, który ma szokować.  Dokładnych opisów scen erotycznych jest w książce sporo, ale dużą część z nich można byłby po prostu wyciąć, a jedyne co straciłaby na tym opowieść to objętość i możliwość użycia określenia „ostry sex, ostra jazda” na okładce. Te sceny nie są szczególnie ciekawe, nie różnią się chyba niczym od innych tego typu scen, które można znaleźć w innych książkach.

Język jak dla mnie pozostawia wiele do życzenia. Jest prosty, jest wulgarny. Założenie było pewnie takie, że wchodzimy w świat brutalny, pełen groźnych przestępców, tajemniczych układów i ostrego seksu, ale momentami odnosiłam wrażenie, jakby niektóre frazy były w usta bohaterów włożone tylko po to, żeby było jeszcze bardziej „ na ostro”. Dawno minęły czasy, kiedy mocny język szokował w literaturze. Zabrakło mi trochę dokładnego oka kucharza, który dozuje smaki w odpowiednich proporcjach. Mógłby sypnąć pieprzem, ale wie, że smakoszowi tylko ten pieprz zostanie potem w ustach. Bohaterowie są dość jednowymiarowi,  a historia, jaka za nimi stoi, jest jak dla mnie płaska i okrojona. Nie nasycą się tutaj miłośnicy skomplikowanych, pod względem psychologicznym, postaci.

Historia trzyma jednak w napięciu. Po przeczytaniu kilkunastu stron, nie mogłam się od niej oderwać. Byłam ciekawa jak się zakończy. Dlatego książkę polecam tym, którzy szukają niezbyt wymagającej rozrywki na krótkie, leniwe popołudnie. Takie małe guilty pleasure. Trochę jak z serialem, którego forma pozostawia wiele do życzenia, ale fabuła jest wciągająca i przyjemnie zapełnia czas.

Czy Paulina Świst rzeczywiście obnaża brutalną prawdę o środowisku prawników? No cóż, dla mnie jest to kwestia mocno dyskusyjna, jak w każdym przypadku, kiedy stosujemy uogólnienia.  Moim zdaniem więcej jest tu literackiej fikcji niż rzeczowej analizy. Ale tego też chyba powinniśmy oczekiwać od książek tego typu. Fikcji. Dla mnie powieść powinna być jedynie wycinkiem najbardziej soczystych, przerysowanych i nieprawdopodobnych zdarzeń i postaci osadzonych w takim kontekście, żebym  była w stanie w nią uwierzyć. Tutaj  cała intryga trzyma się kupy, chociaż strzelaniny z udziałem prokuratorów nie należą oczywiście do codzienności sal sądowych.

Wiarygodność tej historii dla mnie podkopuje język. Dialogi, które nie są dla mnie wiarygodnymi.  To są takie drobiazgi, które mnie, jako czytelnika wytrącają z ciągu fabuły.  Wkręcona w sam środek akcji, wykręcam się z niego na chwilę, żeby zastanowić się nad zasadnością użycia danego słowa. Zgrzyta mi na przykład określenie „obrończyni” w znaczeniu kobiety- obrońcy. Nie spotkałam się nigdy z tym określeniem padającym z ust prawnika, tym bardziej nie podoba mi się to określenie padające w rozmowie dwóch mężczyzn- prokuratorów. Kobieta broniąca w procesie to nadal obrońca. O obrońcy mówi kodeks postępowania karnego, w protokole, kiedy sąd sprawdza obecność oskarżony staje wraz z obrońcą i ta forma jest powszechnie używana. Być może użycie formy „obrończyni” miało jakiś cel, albo było wyrazem poglądów autorki – trudno powiedzieć. 

Podsumowując. Książkę polecam osobom szukającym niezbyt wyszukanej rozrywki na jedno popołudnie. Przeczytać, sympatycznie spędzić czas i zapomnieć. Nie jest to typowy kryminał, raczej romans/erotyk z wątkiem kryminalnym/sensacyjnym w tle. Nie jest to również literatura wysokich lotów, ale cała historia trzyma w napięciu i jest wciągająca.  U mnie książka pozostawiła lekki niedosyt. Miałam poczucie, że zaserwowano mi historię z potencjałem, opowiedzianą w sposób niedbały.  Natomiast usłyszaną wielokrotnie frazę, że Paulina Świst „obnaża funkcjonowanie środowiska prawników i wymiaru sprawiedliwości” przypisuję raczej działaniom marketingowym. Jeżeli ciekawią Was pozycje bliższe rzeczywistości, przypominam, że na blogu pojawiły się recenzje książki „Prokurator” Małgorzaty Ronc i „Zbrodni Prawie Doskonałej”.

Książkę „Prokurator” Pauliny Świst znajdziesz m.in. tutaj.

Na koniec krótka informacja. „Prokurator” Pauliny Świst została mi przesłana, przez Muza S.A. Jednak ta recenzja nie jest wynikiem współpracy, nie była warunkiem otrzymania książki, ani nic z tych rzeczy. Po prostu po przeczytaniu książki, zdecydowałam, że chciałabym napisać o niej swoją opinię na blogu.

  • W.

    Przeczytałam tę książkę, ponieważ moje koleżanki z pracy zachwycały się nią dobre kilka tygodni. Przyznaję, wciągnęła mnie, więc spędziłam z nią całe jedno urlopowe popołudnie. Po to, by uznać, że fabułę można przewidzieć, a bohaterów uznać za papierowych. Również dla mnie nie jest to opowieść wiarygodna, obnażenie świata prawników i prokuratorów również nie, bo jeden romans za wiele nie obnaża. Siłą rzeczy przy czytaniu narzucały mi się porównania do „Pokolenia Ikea” jeśli chodzi o język, sceny sexu i inne fragmenty, gdzie zdradzane są kulisy prawniczego świata. Przy czym w tej drugiej podejście autora jest dobrze znane czytającemu, a tutaj trudno ocenić czy autorka naprawdę jest prawniczką. Osobiście nie polecam, czytając miałam też wrażenie, że to historia jak z serii romansów dla nastolatek, które już dorosły.

    • Mi kilka razy przez myśl przeszło ” nie możliwe, żeby to napisała prawniczka”. Głównie ze względu na język tej opowieści, jej dialogów. To porównanie do romansów dla nastolatek, bardzo trafne 🙂

  • Kryminały to nie moja bajka. Ostatecznie lubię obejrzeć film kryminalny, ale do książek jakoś mnie nie ciągnie 😉

    • Ja od czasu do czasu zaglądam 🙂 Natomiast tutaj wątek kryminalny jest raczej poboczny.

  • Kryminały to zdecydowanie książki, po które sięgam najchętniej. „Prokurator” trafia na moją listę pozycji do przeczytania!

  • Ja jakoś nie lubię powieści erotycznych, czy z wątkami erotycznymi. Może to tylko moje zdanie, ale zawsze mi się wydaje, że te wątki mają jakoś tak na siłę przyciągnąć czytelnika, a – tak jak piszesz – większość z nich nie jest w ogóle potrzebna dla rozwoju akcji. No, ale każdy ma swój gust, więc pewnie jest i wielu zwolenników tego typu powieści. Przyznam też, patrząc z drugiej strony, że takie sceny trudno się pisze, ja na przykład raczej unikam ich w swoich powieściach, bo przeważnie wychodzą albo zbyt patetycznie, albo zbyt trywialnie, potrzeba naprawdę ogromnego pisarskiego kunsztu do dobrego opisania sceny erotycznej.

    • Też bardzo często mam takie odczucie, że wątki erotyczne, zwłaszcza te przedstawiane wulgarnie, mają skandalizować i przyciągać niezbyt wymagającego czytelnika. I zgadzam się z tym, że nie są to sceny łatwe do opisania. Tak naprawdę dobrze skonstruowane sceny miłosne w książkach, takie rzeczywiście potrzebne, na miejscu i opisane tak, że nie rażą w oczy to rzadkość. A przy okazji, czytałam ostatnio „Wiosnę po wiedeńsku”. Bardzo, bardzo przypadła mi do gustu 🙂 Polecałam ją nawet w jednym z ostatnich wpisów. Gratuluję 🙂

      • Bardzo miło mi to słyszeć :* I zastanawiam się, jak mogłam coś takiego przeoczyć w Twoich wpisach, ale na usprawiedliwienie mam to, że ostatni miesiąc żyłam w totalnym transie i z trudem pamiętałam jak się nazywam, więc mogło mi sporo rzeczy umknąć 😉

  • Na początku tytuł mnie zachęcił. Liczyłam na jakiś dobry kryminał, bo taki gatunek ostatnio pasuje mi najbardziej. Jednak z tego co piszesz to niewiele bym tego odnalazła. A szkoda. Wątki erotyczne to zupełnie nie moja bajka. Nie przeszkadza mi oczywiście jeśli się pojawiają, ale już nadmiar zdecydowanie odpycha niż przyciąga. 🙂

  • Zaintrygowała mnie okładka. Kobieta w fotelu przyciąga wzrok, to fakt. Po Twojej recenzji ta książka mnie nie zachęca specjalnie do przeczytania. Szukam ostatnio dobrego, wciągającego i wymagającego kryminału. Tutaj zmęczyłby mnie zapewne język i nachalne opisy seksu. Może kiedyś przeczytam jeśli wpadnie mi w ręce, ale wiem, że nie będę po nią specjalnie sięgać. A szkoda. Myślisz, że zmarnowano tu potencjał?