O tym jak przewróciłam wszystko do góry nogami, czyli podsumowanie marca

Marzec okazał się dla mnie miesiącem, w którym wywróciłam prawie wszystko do góry nogami. Doszłam do wniosku, że nie można ciągle chcieć i nie robić nic w kierunku spełnienia tego chcenia. Nie można być nie do końca zadowolonym z tego co jest wokół i jednocześnie siedzieć z założonymi rękami. Nie można siedzieć i mówić jakie życie jest ciężkie i nie starać się go sobie ułatwiać. A właściwie można. Pytanie czy ma to sens.

Pisałam  już kiedyś, że nie lubię narzekać na rzeczy których nie mogę zmienić. Że swoją uwagę wolę skupić na tym, co pozytywne, a swoją energię skierować na działania, które mogą przynieść mi pożytek. Wychodzę z założenia, że jeżeli nie podoba mi się coś, co jestem w stanie zmienić, to narzekanie na to jest stratą czasu. Możesz iść do przodu z kamieniem w bucie. Kamień na początku tylko lekko Cię uwiera, ale wieczorem prawdopodobnie okaże się, że stopy masz zdarte do krwi. Albo możesz zatrzymać się na chwilę, przysiąść na ławce, dać sobie czas i ten kamień wyjąć.I to właśnie postanowiłam zrobić w marcu. Dać sobie czas.

Dać sobie czas

Od jakiegoś czasu towarzyszyło mi to dziwne poczucie, że coś mnie uwiera. Na początku to uwieranie było tak nieznaczne, że właściwie nie wiedziałam nawet co je powoduje. Ale stopniowo przybierało na sile. Nie chcę tego tutaj opisywać dokładnie szczegół po szczególe, bo szczere mówiąc nie wiem czy Was to interesuje. Ale mówiąc w skrócie : w marcu powzięłam kilka rewolucyjnych postanowień. Po pierwsze postanowiłam, że przestaję chodzić do sądu na rozprawy, co powiedziałam też mojemu szefowi w kancelarii. Po drugie postanowiłam, że będę przede wszystkim pracować w domu. Po trzecie postanowiłam, że przestanę pracować i żyć w systemie, przepraszam za wyrażenie  pożar w burdelu , że zwolnię tempo. Nie chcę w wieku trzydziestu kilku lat czuć się jak zmęczona życiem staruszka. Po czwarte, może i najważniejsze, postanowiłam nie podchodzić w tym roku do egzaminu adwokackiego.

Jak postanowiłam tak zrobiłam. W ciągu ostatniego miesiąca mniej więcej dwieście sześćdziesiąt razy usłyszałam, że zwariowałam i że jestem nieodpowiedzialna. Przeważnie od ludzi, którzy nie zadali sobie trudu, żeby zapytać dlaczego. Kilka razy usłyszałam też, że dobrze jest spełniać marzenia i próbować budować życie po swojemu. I to były słowa, za które osobom, które je wypowiadały należą się wszystkie podziękowania i nagrody świata. 

Od czasu podjęcia decyzji minął prawie miesiąc. Przewróciłam swoje życie do góry nogami. Może w nie do końca odpowiedzialny sposób. Co się okazało? Świat się nie zawalił. Mogę przez większość czasu pracować zdalnie, robiąc w domu research prawny i pisząc pisma. Nie muszę chodzić codziennie w bojowym nastroju, nastawiając się na kolejne spory i dyskusje w sądzie. Mogę być dostępna dla bliskich wtedy, kiedy mnie potrzebują. Mogę wstawać rano bez takiego dziwnego, niezidentyfikowanego i niezbyt przyjemnego uczucia w okolicach brzucha. Ponadto, okazało się, że stoję mocno na swoich dwóch własnych nogach, co niechybnie musi oznaczać, że to wcześniej wszystko stało na głowie.

To gdzie doprowadzą mnie moje decyzje okaże się później. Póki co czuję się wspaniale i tym uczuciem chciałam się z Wami podzielić. Tą myślą, że być może czasem nie zaszkodzi wywrócenie swojego świata do góry nogami. Za różnymi drogami mogą kryć się różne ciekawe rzeczy.

Wiosna

Marzec to też w końcu upragniona wiosna. Zima dała mi się w tym roku we znaki. Była za ciemna, za zimna i za długa. Ale z perspektywy czasu i w tym można znaleźć jakiś pozytyw. Teraz o wiele bardziej doceniam każdy przejaw wiosny. Korzystałam w marcu z niemal każdego słonecznego dnia, a kilka razy zdarzyło mi się wykorzystać nawet te zimne, pochmurne i deszczowe. Spaceruję sobie po najbliższej okolicy i odwiedzam przyjazne do spacerowania miejsca w Krakowie. Byliśmy w marcu na dwóch krakowskich kopcach, Piłsudskiego i Kraka. Z kopca Kraka mój chłopak przyszedł do domu z kleszczem, więc ciepły sezon można już chyba uznać za otwarty. Chrońcie się przed tymi gadzinami.

Wiosnę widać, słychać i czuć w powietrzu. Otwarłam sezon balkonowy i wyniosłam na balkon mój ulubiony fotel. Przez te rewolucje życiowe zapomniałam zadbać o zaopatrzenie się w nasiona i sadzonki ziół, ale w najbliższym czasie mam zamiar to nadrobić. Z zeszłego roku przetrwały mi melisa i szałwia. Nie są w najlepszej formie, ale mam nadzieję, że na nie również wiosna zadziała dobrze.

Zdjęcia

Wiosna przyniosła też nowe zapały. Postanowiłam, że czas najwyższy pobawić się trochę robieniem zdjęć. Pożyczyłam sobie prostą lustrzankę od kogoś, u kogo leżała zapomniana i bawię się nią od jakichś dwóch tygodni. Nie spodziewałam się, że sprawi mi to tyle radości. Od dawna o tym myślałam, ale nie chciałam zaczynać tej przygody od inwestowania w aparat. Uczenie się nowych rzeczy może być niezwykle inspirujące. Zwłaszcza, kiedy codziennie odkrywa się coś nowego. Mojego hurra optymizmu nie podzielają mój chłopak i mój kot, którzy chcąc nie chcąc zostali moimi królikami doświadczalnymi. Widzicie ich niechęć? Jakub ucieka z tego zdjęcia całym sobą. Każdym włosem.

Kwiecień

Z niecierpliwością czekam na to, co wydarzy się w kwietniu. Okazuje się, że zamykając sobie pewne drzwi, faktycznie otwarłam przeróżne okna. Nikt nie mówił, że będzie łatwo, ale jestem zmotywowana do działania, mam energię do tworzenia nowych projektów. Ciągle pracuję też nad tym, żeby z jeszcze większym spokojem przyjmować to co dzieje się niezależnie ode mnie. W kwietniu chciałabym częściej wyruszać za miasto. Pojechać w polskie góry, których nie widziałam od październikowej wizyty w jaskini Brestovskiej, a po których nie chodziłam od czasu wycieczki na Lubań. Myślałam też, żeby spróbować swoich sił we vlogowaniu. Co o tym myślicie?

Chcę dalej pracować i małymi kroczkami posuwać się do przodu. Nie zapomniałam o moim one little word na ten rok, dlatego mimo tego, że więcej czasu spędzam teraz w domu, codziennie wstaje wcześnie i po odprawieniu wszystkich moich porannych rytuałów biorę się do pracy.

Dziękuję Wam za czas poświęcony na przeczytanie tego tekstu. Długo zastanawiałam się czy pisać o tym wszystkim. Klikając opublikuj nie mam pewności czy dobrze robię, ale ostatni miesiąc nauczył mnie, że brak pewności to nie koniec świata. To tylko doświadczenie. Jak Wam minął marzec? Jakie macie plany na kwiecień?

  • Dominika Żmuda

    Lawyerko, fajnie, że się tym z nami podzielilas. Też ostatnio coraz częściej mam refleksje, że pędzimy szaleńczo w życiu, sami nie wiedząc za czym, bo tak robią wszyscy wokół. Mało kto się zastanawia nad tym, że to nie jest naturalne, że na dłuższą metę człowiek tak nie da rady i ze może wcale to nie jest jedyna droga…Jest dużo alternatyw i powinniśmy dopasować naszą drogę pod nas samych, a nie wiecznie próbować się samemu dostosować do niedoścignionych ideałów.

    • Bardzo trafne spostrzeżenie! Dobrze jest się zastanowić nad tym czego sami chcemy. Nie czego oczekują od nas inni, nie tego co wypada osiągnąć. Coraz więcej ostatnio spotykam osób, którym udało się osiągnąć wszystko co sobie zaplanowały, ale pod koniec dnia okazało się, że to nie było to, co tak naprawdę chciały osiągnąć. Dziękuję bardzo za ten komentarz!

  • Na samym początku zaczęłam się zastanawiać, czy piszesz o sobie czy może o mnie 😉 Czułam się, jakbyś opisywała po trochu też i mój marzec. Gratuluję podjęcia tak ważnej i zapewne ciężkiej decyzji. Czy odpowiedzialna? Nie innym to oceniać. Ważne, że teraz jesteś szczęśliwą osobą, że zaczynasz dzień z uśmiechem na ustach i że cieszysz się na kolejny dzień zamiast zastanawiać się „Co ja tu robię”. Ja, w każdym razie, życzę Ci powodzenia i trzymam kciuki. Takie decyzje zazwyczaj przynoszą więcej dobrego niż może się wydawać.
    Ja też w marcu podjęłam dość ważną decyzję i postanowiłam, że najbliższe pół roku to moje ostatnie miesiące w korporacji. Co będzie później? Nie będę zapeszać, ale plany są. I wiem, że dzięki nim będę szczęśliwsza.

    Co do wiosny – cieszę się, że Kraków w końcu wygląda jak miasto, które kocham. Że zaczynają pojawiać się bazie, forsycje, że parki zaczynają być zielone. Nareszcie!

    Zabawa aparatem jest świetna i pozwala inaczej spojrzeć na otaczającą nas przestrzeń. Życzę Ci samych udanych fotografii i pięknego kwietnia 🙂

    • Kinga! Bardzo, bardzo Ci dziękuję! I trzymam mocno kciuki za Twoją nową drogę i za spełnienie wszystkich planów. Co do Krakowa – byłam dziś w parku Bednarskiego i wróciłam w takim nastroju, że uśmiech mi się przykleił do buzi 🙂 Wszystko wygląda absolutnie pięknie!

  • Mogę powiedzieć tylko jedno – gratuluję odwagi. Wcale nie tak łatwo jest wziąć swoje życie za franki i wywrócić je do góry nogami. Dużo osób chciałoby coś zmienić, ale boi się zmian, bo za nimi idzie (przynajmniej chwilowa) niepewność i niestabilność. Trzymam za Ciebie kciuki i mam nadzieję, że to będą same dobre zmiany. Już sama zaczęłaś doświadczać, jakie ogromny wpływ mogą mieć na nas tak niepozorne kroki! Niech każdy dzień potwierdza Ci to, że idziesz w dobrym kierunku.

    • Oj tak, niepewność i niestabilność potrafi być naprawdę przerażająca. Ale z drugiej strony powtarzam sobie, że tak naprawdę życie ma niewiele wspólnego ze stabilizacją i bycie w ciągłym ruchu, nawet jeżeli oznacza niepewność potrafi być ciekawe 🙂 Dziękuję bardzo, za kciuki i za słowa wsparcia!

  • Gratuluję podjęcia ciężkich decyzji! Wiem jak to jest słyszeć ciągle „chyba zwariowałaś”, no ale cóż, nie każdemu się dogodzi 🙂 Najważniejsze żebyś Ty się z tym dobrze czuła 🙂 Trzymam kciuki i powodzenia! 🙂

    I jestem na tak jeśli chodzi o vlogi 😀

    • Dzięki! Vlogi zaczną się pojawiać! Czas najwyższy przełamać własne bariery 🙂

  • Gratuluję odwagi! Najważniejsze to żyć w zgodzie ze sobą. Życzę wielu sukcesów i żeby jak najszybciej inni skończyli marudzić 🙂 A ja już z pół roku temu wywróciłam do góry nogami swoje życie i zupełnie nie żałuję. Życie stało się lepsze 🙂

    • Cieszę się, że Twoja rewolucja życiowa okazała się powodzeniem 🙂 Na marudzenie trzeba się będzie chyba uodpornić :):)

      • Tak, na to wyjścia nie ma. Ja i po tych kilku miesiącach czasami coś usłyszę, ale już to mam w nosie 😛 Nie przejmować się i robić swoje i będzie dobrze 😀

  • Ci, którzy mówią, że jesteś nieodpowiedzialna, bo starasz się żyć w zgodzie ze sobą i wywalasz kamyki, pewnie sami takich rewolucji się boją. A jak ktoś próbuję im pokazać, że się da i że może to nieść dużo dobrego na przyszłość to bronią się, bo to znaczy, że oni też mogą ale nic nie robią. Najważniejsze to podejmować w życiu takie decyzje, które sami w pełni czujemy i które głęboko w nas dojrzewają, bo jestem pewna, że to nie są decyzje, które pojawiły się z dnia na dzień. Każdy dzień Cię w nich umacniał jeszcze bardziej. Powodzenia w tej nowej rzeczywistości, którą w końcu postawiłaś na nogi! ♥

    Udanego kwietnia Kochana ♥

    • Dziękuję! Udanego kwietnia również Tobie :*

  • Ana

    Mnie kwiecień nastraja do przewrotu majowego – może trzeba wziąć trochę tego szaleństwa od Ciebie? 🙂

    • Chętnie podzielę się moim szaleństwem. Jest go we mnie tyle, że wystarczy na dwie 🙂 Kto wie, przewroty nie są łatwe i przyjemne, ale może czasem warto ?
      Pozdrawiam serdecznie 🙂

  • Faktycznie przewróciłaś swoje życie, ale widać, że na dobre dla Ciebie. Co do robienia zdjęć – zawsze chciałam to robić, chociażby na potrzeby bloga, bo nie mam większych ambicji, ale zawsze wydawało mi się, że moja lustrzanka jest dla mnie za trudna. Masz jakieś porady?

    • Chętnie bym coś poradziła ale sama dopiero zaczynam tę zabawę i tak naprawdę więcej przede mną niż za mną. Zaczęłam od przeczytania instrukcji do mojej lustrzanki ( ja mam takie skrzywienie, że zawsze czytam instrukcje :)) Nie wiem jak bardzo skomplikowany sprzęt masz:) Potem szukałam co to jest to ISO, ta ekspozycja, przysłona, ogniskowa i inne cuda. I tak się bawię. Kopalnią wiedzy na pewno jest blog jestrudo.pl . Jest tam dużo praktycznych informacji.