Nic mi się nie chce! 5 sposobów na to, jak radzić sobie z gorszym dniem!

Sposoby na nic mi się nie chce

Wstaję rano. Za oknem szaruga. Zdecydowanie nie jestem wyspana. Lista rzeczy do zrobienia zapełniona po brzegi, a mi się nawet nie chce wyskakiwać z pidżamy. Kawa nie pomaga. Najchętniej odpaliłabym całą playlistę seriali i tak spędziła cały dzień. Po prostu nic mi się nie chce!

Znacie ten obrazek? Ja tak mam raz na czas.  Ale kto tak nie ma? Ten, kto zawsze i niezmiennie ma ogromny zapał do pracy – ręka do góry. Szczerze? Nie znam takiej osoby. Niezależnie od tego jak produktywnie i aktywnie nie działalibyśmy na co dzień, raz na czas po prostu trafia się dzień pt. „ nic mi się nie chce”.  Jak sobie z tym radzić? Poniżej przedstawiam 5 moich sposobów. Przetestowane i skuteczne u mnie – niekoniecznie muszą sprawdzić się u Was, ale spróbować nie zaszkodzi. A może macie jakieś własne sposoby na „nic mi się nie chce” day?

  1. Szukam inspiracji

Kiedy nic mi się nie chce często szukam inspiracji. Wiecie, takich historii, które sprawią, że będę miała ochotę wyskoczyć spod koca. Fajnie sprawdzają się wtedy u mnie na przykład vlogi, pokazujące czyjąś rutynę pracy. Ostatnio na swoim kanale na youtubie takie weekly vlogi pokazywała Alina z Designyourlife. Widzieliście?

Dobrze się sprawdza u mnie także przeczytanie jakiegoś artykułu, czy ciekawego wywiadu w gazecie. Takiego wiecie, że od razu przychodzi mi do głowy myśl „ Cholera! Ludzie żyją pełnią życia, działają, krok po kroku spełniają marzenia, przecież nie mogę przesiedzieć tego dnia na kanapie!”

Tak przy okazji, jeżeli jeszcze nie widzieliście, zapraszam Was do przeczytania wywiadu ze mną, na portalu e- inspiracja.pl . Kto wie, a nuż uda Wam się znaleźć w nim ciekawe i inspirujące treści?

Kiedy szukam motywacji do prac domowych, szukam treści związanych z wnętrzami. Na przykład, przeglądam zdjęcia dobrze zorganizowanych  i ładnych mieszkań albo szukam konkretnych porad ( jak wywabić określony rodzaj plamy albo jak wyczyścić piekarnik albo kaloryfer czy jak pozbyć się kociej sierści)

Czasami tego typu zabiegi wystarczają, żeby podnieść morale i zmotywować mnie do pracy. Ale uwaga! Ten etap powinien trwać krótko. Kilka, kilkanaście minut. Inaczej łatwo jest wpaść w pułapkę wiecznego szukania motywacji i inspiracji i przepaść na dobre nadal nic nie robiąc.

Sposoby na nic mi się nie chce

  1. Spojrzenie w przyszłość- daleką

Kiedy nic mi się nie chce wyobrażam sobie, kim będę za 5 czy 10 lat. W jakim miejscu życia chciałabym się znaleźć. Zastanawiam się, co mnie do tego miejsca może przybliżyć. Nieodmiennie dochodzę do tych samych wniosków, że nie będzie to nicnierobienie.

Taktyki mam tutaj dwie – w zależności od nastroju – albo marchewką, albo kijem.

Taktyka marchewki

Wyobrażam sobie jaka nagroda czeka mnie za codzienną, solidną pracę. Na przykład : Chcę się nauczyć hiszpańskiego. Jeżeli poświęcę tej nauce dwadzieścia minut dziennie przez 365 dni, to łącznie przeznaczę na to ponad 120 godzin. Więcej niż dwa semestry nauki w niektórych szkołach językowych.  Po roku, będę mówić po hiszpańsku znacznie lepiej niż teraz. A dziś muszę na to poświęcić jedynie dwadzieścia minut. Dwadzieścia minut przeboleję nawet, jak nic mi się nie chce.

Taktyka kija

Tutaj muszę się postraszyć. Czasem straszenie samej siebie działa na mnie lepiej niż taktyka marchewki. Czasem wręcz przeciwnie. Przykład takiego straszenia ? Chciałabym, żeby mój blog się rozwijał i żeby za rok o tej porze miał dwa razy tyle odbiorców co teraz. Chcę dostarczać ciekawych treści i rozwijać mój kanał na youtube. Chcę nauczyć się robić lepsze zdjęcia i montować ciekawe filmy. Chcę, ale mi się nie chce.

I tutaj roztaczam przed sobą czarny scenariusz : jeżeli dzisiaj nie wezmę się do pracy ( bo przecież nic mi się nie chce), to świat się nie zawali. Ale jutro, będzie mi się pewnie jeszcze trudniej zmobilizować. Jeżeli nauczę się odpuszczać, to może wejść mi to w nawyk. Jeżeli odpuszczanie stanie się nawykiem, to nigdy nie posunę się do przodu, nie osiągnę celów, nie spełnię marzeń.

Za rok będę miała poczucie, że zmarnowałam czas, będę smutna, niespełniona i nieszczęśliwa.

Jak widać moja wizja jest mocno przerysowana. Ale to właśnie taki porządny kij działa na mnie najlepiej. Tak na marginesie, jest takie przemówienie Tima Urbana, dotyczące prokrastynacji ( podrzucałam Wam to przemówienie we wpisie z motywującymi przemówieniami w sam raz na nowy rok). Tim Urban przedstawia tam życie, jako zbiór prostokątów. Każdy prostokąt symbolizuje jeden tydzień. Tych prostokącików mamy ograniczoną ilość, więc lepiej je wykorzystać mądrze.

Zobacz też :  Jak się wyrwać z marazmu i wreszcie wziąć się za życie?

Sposoby na nic mi się nie chce

3.Spojrzenie w przyszłość-bliską

Spojrzenie w daleką przyszłość ma jedną wadę. Wtedy, kiedy nic mi się nie chce tu i teraz, to co ma nastąpić za 5 czy 10 lat nie zawsze mnie tak bardzo interesuje. Zwłaszcza, jeżeli to, co mam wykonać nie należy do kategorii spraw, które mają służyć spełnianiu moich marzeń w dłuższej perspektywie.

Jeżeli mam do zrobienia nieszczególnie ciekawy research prawny, albo deklaracje do wypełnienia do urzędu, albo okna do umycia, to myślenie „jak wspaniale szczęśliwym człowiekiem będę za 10 lat, jak to dziś uczynię” wcale mi nie pomaga.

Wtedy myślę o tym, jakie uczucie będzie mi towarzyszyło danego dnia, w zależności od tego, czy zrobię to, co mam do zrobienia. Znacie to uczucie wiszących nad nami obowiązków? Mętlik w głowie, bo robi ich się coraz więcej i nie wiadomo za co się zabrać. Można się zapędzić w taki kozi róg, że człowiek ani nie zrobi tego, co ma do zrobienia, ani nie odpocznie, bo jak odpoczywać z toporem wiszącym nad głową?

A to uczucie, kiedy po wykonanej pracy możemy usiąść w przyjemnym otoczeniu, poczytać książkę, pooglądać serial, pójść na spacer albo po prostu poleżeć i nic nie robić? 

Wyobrażenie sobie tych dwóch stanów, to dla mnie doskonała motywacja do pracy tu i teraz. Nie lubię jak wiszą nade mną zaległe sprawy i od razu zachciewa mi się dążyć do tego błogiego stanu, kiedy nie mam nic na głowie.

Sposoby na nic mi się nie chce

  1. Zaczynam na chwilę

Inspiracja inspiracją, motywacja motywacją, ale jak jednego i drugiego zabraknie, to pozostaje tylko wziąć się w garść bez nich.  Wypracowanie sobie dyscypliny w pracy i umiejętności samokontroli wcale nie jest takie bardzo proste. Często sami stajemy sobie na drodze, a żyjąc ze sobą te naście czy dzieści lat wypracowujemy sobie cały szereg wymówek.

Czy u Was też pojawiają się takie wewnętrzne dialogi, w których od „nic mi się nie chce” przechodzicie do „nie mogę, właściwie to boli mnie głowa, poczekam jeszcze 15 minut może poczuje się lepiej, zrobię to jutro, odpuszczę”?

To jest właśnie właściwy czas, żeby usiąść do pracy. Gdzieś pomiędzy nie chce mi się a nie mogę. Usiądź  na chwilę. Na 15 albo nawet na 5 minut. Nie musisz od razu wyobrażać sobie siedzenia bitych kilku godzin na stołku. Ale nawet 15 minut pracy jest lepsze niż zero!

Jeżeli wytrzymasz tylko kilka minut zrób sobie przerwę, ale potem wróć. Znów na chwilę, aż do następnej przerwy – i tak w kółko.

Zazwyczaj między drugą a czwartą próbą coś u mnie zaskakuje i siadam do pracy normalnym trybem. Wciągam się w to, co mam zrobić i okazuje się, że przerwę robię sobie wcale nie po 5 czy 15 minutach, ale dopiero po kilkudziesięciu. Potem mam radochę z tego, że lwia część z tego, co wydawało mi się niewykonalne jest już za mną i od razu pracuje mi się lepiej.

A co jeżeli, to „coś” u mnie nie zaskoczy i nadal nie będzie mi się chciało? No cóż, warto zrobić przynajmniej kilka-kilkanaście takich prób. Dziesięć piętnastominutówek, daje nam dwie i pół godziny pracy! To chyba lepsze niż nie zrobienie niczego w tym czasie?

5.Sprawdzam, czy możliwy jest przyjemny multitasking

Multitasking u jednych sprawdza się lepiej u innych gorzej. U mnie w niektórych sytuacjach sprawdza się bardzo dobrze. Jeżeli mam posprzątać mieszkanie, muszę mieć jakiś szum w tle. To może być przyjemna muzyka, ale jeżeli akurat dopadnie mnie „nic mi się nie chce” day, to wtedy lepiej sprawdzi się ciekawy podcast. Zazwyczaj tak wciągam się w jego słuchanie, że zanim się zorientuje w mieszkaniu jest czysto!

To sprawdza się oczywiście tylko przy zadaniach, które nie wymagają pełnego zaangażowania umysłowego. Nie sprawdzi się ( przynajmniej u mnie) słuchanie podcastów wtedy, kiedy mam do napisania pismo procesowe. Ale już kiedy obrabiam zdjęcia, albo robię porządki w plikach, to ciekawe przemówienie w tle, jak najbardziej pomoże.

Sposoby na nic mi się nie chce

Czasem odpuszczam

Mimo tego wszystkiego, co tutaj napisałam, od razu wyjaśniam, że ja też czasem odpuszczam. Jak każdy. Cały czas uczę się odróżniać „nie chce mi się” od sytuacji, kiedy mój organizm daje mi znać, że naprawdę powinnam odpocząć. W tej drugiej sytuacji, jeżeli tylko mogę, to znaczy nie mam deadline’ów wiszących nad głową, to odpuszczam. Czasem jeden dzień czasem dwa, czasem wystarczy kilka godzin. Ale regeneracja też jest bardzo ważna. Nawet najlepiej działająca maszyna potrzebuje odpoczynku.

Mam nadzieję, że moje sposoby na dni, w których nic mi się nie chce okażą się przydatne, dla tych, których ten stan dopada. Jakie są Wasze sposoby na te trudniejsze momenty?

Jeżeli uznasz ten artykuł za przydatny – podziel się nim z innymi! Jeżeli puścisz ten wpis dalej w świat, to będzie dla mnie najlepsza motywacja na dzień pod tytułem „nic mi się nie chce” !

  • Ja właśnie przeżywam to ostatnie, bo mam ten nadmiar w głowie, o którym piszesz i jestem zapędzona w kozi róg. Ale zwykle najbardziej działa taktyka kija 😀 Echś, czas się ruszyć.
    Świetny pomysł z kanałem na YT, mocno kibicuję :*

    • Dziękuję bardzo!
      I trzymam kciuki, żebyś ruszyła i z koziego rogu uciekła migiem!

  • Dokładnie, czasem warto się przełamać, a czasem odpuścić, taki dzień niechcieja też jest raz na jakiś czas potrzebny dla równowagi 🙂

    • Ładnie brzmi ” dzień niechcieja”. Bardzo mi się podoba 🙂

  • 🙂

  • Fajne taktyki, w sumie kilka mało znanych 🙂 Dzięki z aten wpis

    • Dziękuję bardzo! Cała przyjemność po mojej stronie 🙂

  • Myślę, że czasem rzeczywiście warto posłuchać swojego organizmu i sobie odpuścić. Świat się a zawali, a my naładujemy akumulatory i będziemy pracować bardziej produktywnie. Oczywiście nie można tego robić codziennie, ale czasem pozwalam sobie na taki „dzień w pidżamie”.
    Co do ostatniego punktu – nie cierpię sprzątać, ale faktycznie zauważyłam, że przy muzyce idzie mi to sprawnie i skutecznie 🙂

    • Raz na czas ” dzień w pidżamie” jak najbardziej wskazany 😉 Brak odpoczynku i czasu na odpoczynek to czasami potrafi być nawet większy problem niż zmobilizowanie się do działania 🙂

  • Najczęściej jak mi się nie chce to odpuszczam. Oczywiście jak mam taką możliwość, bo gdy trzeba zrobić coś pilnie to się męczę, ale robię. Chociaż prawda jest taka, że jak mi się nie chce to ciężko mi się skupić i robić coś dobrze.
    Twoje sposoby ciekawe. Taktyka marchewki – chyba to by na mnie podziałało 🙂

    • Taktyka marchewki fajnie działa, bo pobudza wyobraźnię 🙂 Łatwiej wtedy przejść do tego stanu, kiedy zaczyna mi się chcieć „z samej siebie”. Chociaż jak marchewka nie pomaga to wiadomo, zostaje tylko kij 😀

  • W zasadzie mam identyczne sposoby jak Ty. 🙂 Chociaż ostatnio zaniedbałam poszukiwanie inspiracji i chyba powinnam do tego wrócić, bo to zawsze u mnie działało. 🙂 Motywowały mnie działania innych i ich sukcesy. 🙂

    Jak jest bardzo źle, to zaczynam na chwilę, jak jakoś pójdzie, to zawsze jestem te kilka kroków do przodu, a jak nie…to i mi zdarza się odpuszczać. Tak miałam wczoraj, a dziś już z zupełnie inną głową i zaangażowaniem działam. 🙂 Więc czasem potrzebne są takie wolne dni. 🙂

    • Zaczynanie tylko na chwilę to dla mnie również świetny sposób. Ale zgadzam się z Tobą, że czasami trzeba po prostu odpuścić. Ja sobie robię taki mini rachunek sumienia. Jeżeli wiem, że dzień wcześniej np. miałam wolne, byłam w górach, naładowałam baterie, to wtedy nawet nie negocjuje sama ze sobą, tylko biorę się do pracy. Ale jak czuję, że to, że nic mi się nie chcę, to nie tylko kwestia widzimisię, to odpoczywam.

  • Dzień pod tym tytułem mam codziennie 😀 spróbuję Twoich metod, bo póki co stosuję jedną- zaglądam do osób, które robią to co kochają, u których nigdy nie dostrzegłam takiego dnia i trochę mi to zbiera tyłek w górę i biorę się do działania 😉 bo przecież ja też bym tak chciała i na pewno potrafię tylko… „Nic mi się nie chce” 😉

    • Powodzenia w takim razie! Szkoda dni na „nic mi się nie chcę”.Potem najfajniej wspomina się te, kiedy zrobiliśmy coś fajnego, odnieśliśmy sukces! Daj proszę znać, jak sprawdzają się u Ciebie pozostałe metody, może akurat znajdziesz coś dla siebie!

  • Klaudia Kałążna

    Bardzo ciekawe metody, dziękuję za to że się nimi dzielisz. Przyznam, że nie znam vloga: Alina z Designyourlife, a chętnie coś ciekawego dopiszę do mojej listy kanałów na YouTube. Praktykuję bardzo często pytanie siebie, o to, czy to będzie dla mnie ważne za 5 lat; albo jakie konsekwencje będzie miało niezrobienie czegoś za 5 lat. Czyli jest to metoda, którą nazywasz spojrzeniem w przyszłość daleką. Najskuteczniej jednak działa u mnie metoda: nie gadaj, tylko rób! Czyli po prostu zabieram się do działania często wmawiają. sobie, że tylko zacznę… czyli podobnie jak u Ciebie metoda „zaczynam na chwilę”.

    • Czasem, nawet najlepsza motywacja nie pomoże, jak się nie ma w sobie samodyscypliny 🙂 Dlatego tak lubię zaczynać, chociaż na chwilę, kiedy nic mi się nie chcę. Tak, ‚nie gadaj tylko rób’ to czasem najskuteczniejszy sposób na to, żeby szukać sposobu zamiast powodu 🙂 Pozdrawiam

  • Podoba mi się perspektywa spoglądania w przyszłość daleką, marchewka i kij. Przemówienie, które polecasz na pewno obejrzę, czasami potrzebuję czegoś co mi przypomni co jest dla mnie ważne. Masz rację – odpuszczanie wchodzi w nawyk, a potem wywołuje smutek i frustrację i kolejne odpuszczanie i tak w kółko. Przyjemny multitasking, jak to pięknie ujęłaś praktykuję bardzo chętnie. Zwłaszcza przy sprzątaniu. Przy zmuszaniu się do pracy chociaż przez kilka minut polecam pomodoro. Zazwyczaj jak już zacznę to nagle z kilku przymusowych minut robi się przynajmniej godzina! Vlogi Aliny znam i bardzo lubię 🙂

  • Bardzo przydatny wpis:) u mnie ostatnio króluje metoda: nic nie robię, bo to organizm daje znać, że czas odpocząć 🙂 ale potwierdzam, szukanie inspiracji i spojrzenie w przyszłość zawsze mnie mobilizują, kiedy tego leniuchowania jest za dużo;)

  • Spoglądanie w przyszłość to metoda, która sprawdza się u mnie najlepiej – przede wszystkim ta brutalna taktyka kija. Nic tak u mnie nie działa, jak straszenie samej siebie, że jeśli teraz nie zacisnę zębów to za rok obudzę się z ręką w nocniku. Lub co najmniej w tym samym miejscu 🙂 Działa jak cholera!
    Świetny wpis 🙂 Ściskam

  • Obecnie uczę się odpuszczać (wbrew pozorom cholernie trudne) i wracać do jakiegoś działania, kiedy będę mogła. Metoda marchewki zupełnie nie działa, nie w długim przedziale czasu. Muszę mieć bliskie do osiągnięcia cele i rezultat od razu. Jak sobie wyobrażę, że za pięć lat będę dajmy na to sławna, to nie przełoży się to na działanie. Ale jak wiem, że skończę pisać post na blog i ktoś to przeczyta i może się spodoba (i nastąpi to w ciągu jednego dnia, a nie długiego przedziału czasu), to mam ochotę działaś.
    Podoba mi się szukanie motywacji u innych, ale faktycznie masz rację, trzeba uważać, żeby się w tym nie zatopić, zamiast w pracy. 🙂

  • Bardzo dobre rady. Polecam wpis u siebie:)

Scroll to top