Czerwiec za nami, czyli rok na półmetku.

Pierwsze sześć miesięcy roku, kończy się właśnie mniej więcej teraz. Chciałabym powiedzieć „kiedy to zleciało?!”, ale z drugiej strony, jak sobie przypomnę, ile się w tym czasie wydarzyło, ile zmieniłam w sobie i w otoczeniu i gdzie mnie to zaprowadziło, to jednak przyznaję, że to było wyjątkowo bogate sześć miesięcy!

Zmiany

Nie będę tu robić jakichś szczegółowych podsumowań. Jeżeli czytaliście wpis o jednym małym słowie na ten rok to wiecie, że moim założeniem była powolna, mozolna, mrówcza i codzienna praca. Tak, żeby małymi kroczkami iść do przodu. I tak sobie od stycznia idę, spacerkiem, powoli, z tą jedną modyfikacją, że w marcu całkowicie zmieniłam kierunek, bo zachciało mi się iść w zupełnie inną stronę. Nadal uważam, że to była dobra decyzja, więc drobnymi kroczkami idę dalej, z radością witając nowe doświadczenia i możliwości.

Nowe doświadczenia to często też nowe umiejętności. I ostatnie pół roku było dla mnie nauką coraz to lepszej organizacji, zarządzania sobą w czasie, pielęgnowania dobrych nawyków i przede wszystkim samodyscypliny. Wiele się zmieniło od czasu, kiedy ostatnio pisałam Wam o mojej organizacji pracy w domu. W końcu wtedy miałam okazję pracować w domu znacznie rzadziej niż teraz. Teraz praca w domu to dla mnie podstawa. Kto wie, może zrobię wkrótce jakiś wpis zawierający aktualizację w tym temacie.

Jednym z bardzo przyjemnych i rozwijających doświadczeń tego roku było wzięcie do ręki lustrzanki, która jak się okazało, przykleiła mi się do tej ręki chyba na dobre. Obiecałam sobie, że na blogu nie pojawi się już żadne zdjęcie stockowe i od kwietnia dzielnie się tego trzymam. Może nie jest tak ładnie, jak byłoby ze zdjęciami od profesjonalistów, ale na pewno jest bardziej „mojo”. A ja dzięki temu się rozwijam, odkrywam tę niesamowitą dziedzinę i raz po raz nastawiam uważnie oko.  Każdy, nawet najmniejszy progres cieszy mnie niezmiernie. Chciałabym bardzo pójść o krok dalej i do zdjęć dorzucić filmy, ale to cierpliwie czeka jeszcze na swoją kolej. Póki co, kilka filmików mogliście zobaczyć na moim kanale na youtubie.

Czerwiec

Czerwiec uciekł mi naprawdę szybko, ale co nieco jednak z niego wyłuskałam. W przerwie od pracy odwiedziłam rodzinną miejscowość i spędziłam fajny, rodzinny trochę przedłużony weekend.

Długi czerwcowy weekend spędzałam za to w mieście, korzystając w miarę możliwości z miejskich uroków. Na przykład jeżdżąc na longboardzie i podglądając wiewiórki w Parku Lotników.

Odwiedziłam też Babią Górę, o czym mogliście poczytać na blogu.

W wolnych chwilach starałam się przesiadywać na balkonie i czytać. Przy okazji, jeżeli nie czytaliście, polecam Wam książkę Olgi Tokarczuk „ Prowadź swój pług przez kości umarłych”. Na podstawie tej powieści powstał „Pokot” Agnieszki Holland. Wstyd się przyznać(głownie przed samą sobą), ale filmu nie widziałam. Jeszcze. Wkrótce to nadrobię. Natomiast książkowa wersja wydarzeń i przeżyć Janiny Duszejko, bardzo przypadła mi do gustu.

Polecam Wam również „Wiosnę po wiedeńsku” Katarzyny Targosz, w blogosferze znanej jako Matka na Szczycie. Nie ukrywam, że po książkę sięgnęłam zaciekawiona blogiem i nie zawiodłam się.  Głowna bohaterka, Katarina, wzbudziła moją ogromną sympatię, przyciągając swoją nieroztropnością i uroczą beztroską całą serię niezwykłych ( czasem niefortunnych) zbiegów okoliczności, zdarzeń i ludzi. Książkę czyta się jednym tchem. Do tego akcja toczy się w Wiedniu, który przynajmniej dla mnie, nie jest tutaj tylko tłem, ale niejako jednym z bohaterów ( i to może jednym z najbardziej normalnych, poukładanych i statecznych bohaterów) całej tej barwnej i szalonej opowieści, a dodać jeszcze powinnam, że jest to opowieść z wątkiem kryminalnym!

Prawie bym zapomniała… Na Pancytat.pl pojawił się w czerwcu wywiad ze mną. Jeżeli ciekawi Was co mnie napędza do działania, jakie jest moje podejście do porażki i sukcesu – zapraszam.

Lipiec

Chciałabym, żeby lipiec upłynął mi przede wszystkim spokojnie. Czeka na mnie nowe, o którym póki co nie chcę mówić głośno. Chociaż nie jestem szczególnie przesądna. Tak naprawdę dopiero dzisiaj, na ostatnią chwilę siadam do planowania i rozpisywania nadchodzącego miesiąca. Przy okazji – jeżeli macie ochotę, żebym opowiedziała Wam w lipcu o jakimś zagadnieniu prawnym, to dajcie znać. Posty na lipiec nie są jeszcze jakoś sztywno zaplanowane, kto wie, może uda mi się odpowiedzieć na Wasze pytania. Możecie zostawić je w komentarzu, albo napisać maila na poczta@lawyerka.pl

A jak Wam minęło pierwsze półrocze?

  • Dla mnie od czerwca zaczyna się właśnie lepsza połowa roku, kiedy odżywam i nabieram wiatru w żagle 🙂

  • była na Babiej Górze. Dawno temu 🙂

  • No co Ty! Zdjęcia są super 🙂 Mi się bardzo podobają i w ogóle nie odstają od tych stockowych. Powodzenia w realizacji wszystkich planów 😀

    • Agnieszko, bardzo dziękuję! Jest mi bardzo, bardzo miło 🙂

  • Kurcze, teraz dopiero widzę! Nie wiem, jak ja mogłam to przeoczyć, bo przecież czytałam ten wpis! #ShameOnMe! 😉 Chociaż, tak, jak już Ci pisałam, w czerwcu byłam tak zakręcona wszystkim, co miałam na głowie, że niewiele do mnie docierało, a starałam się mimo wszystko zaglądać na lubiane blogi 🙂
    Bardzo, bardzo mi miło, że książka Ci się podobała, takie słowa od czytelników to miód na moje serce :*

    • 🙂 Znam to uczucie, kiedy obowiązków jest tyle, że człowiek nie wie jak się nazywa 😉 Mam nadzieję, że druga połowa roku, pozwoli Ci na zasłużony odpoczynek 🙂 A ja nabrałam ochoty na Jesień w Brukseli, jak tylko znajdę trochę czasu 🙂

  • Też nastawiam się póki co na spokój. Dużo zmian, ale przechodzę je „naturalnie”, bez emocji negatywnych, co uważam za duży sukces w moim życiu. Przydałoby się tylko trochę słońca i ładniejszej pogody 😉