4 rzeczy, których nauczyło mnie See Bloggers! Przydatne nie tylko dla blogerów.

See Bloggers

Jestem na świeżo po powrocie z Gdyni, po konferencji See Bloggers. Jechałam do Gdyni trochę zmęczona, trochę klapnięta – na wyładowanej baterii. Druga połowa lipca dała mi się we znaki. Wróciłam niesamowicie naładowana pozytywną energią, ze sporym zapałem do działania.  A przede wszystkim z ochotą na to, żeby emocje i zapał przełożyć teraz na codzienną pracę. See Bloggers to cała masa prelekcji i warsztatów, to świetna atmosfera i spore grono pozytywnych ludzi. Oprócz konkretnej dawki wiedzy z poszczególnych dziedzin, dla siebie z całego wydarzenia wyniosłam kilka bardzo ogólnych prawd, które mogą stanowić lekcje przydatne dla wszystkich. Dumnie nazwałam je „prawdami”,mając w głowie słowa J. Walkiewicza o tym, że „miarą prawdy jest skuteczność”, jestem bardzo ciekawa, czy z tymi „prawdami” się zgadzacie.

Paulina Świst „Prokurator”,czyli wątek erotyczny w środowisku prawników

Paulina Świst Prokurator

„ Jeszcze żadna gwiazda nie eksplodowała z taką siłą na firmamencie polskiego kryminału” – przeczytamy na okładce. Czy rzeczywiście? Dziś na tapecie książka, o której różnie się mówi. Kryminał czy romans? Czy rzeczywiście pokazuje środowisko prawników od podszewki? Napisana przez młodą adwokat, występującą pod pseudonimem. Paulina Świst – „Prokurator”.

Czerwiec za nami, czyli rok na półmetku.

Pierwsze sześć miesięcy roku, kończy się właśnie mniej więcej teraz. Chciałabym powiedzieć „kiedy to zleciało?!”, ale z drugiej strony, jak sobie przypomnę, ile się w tym czasie wydarzyło, ile zmieniłam w sobie i w otoczeniu i gdzie mnie to zaprowadziło, to jednak przyznaję, że to było wyjątkowo bogate sześć miesięcy!

5 rzeczy, które chcę zrobić tego lata

W tym tygodniu mogliśmy świętować pierwszy dzień lata! W piątek rano natomiast, kiedy zaspana szłam do sklepu po płatki owsiane, mijałam ubrane na galowo dzieciaki, co niechybnie oznacza, że zaczynają się wakacje. Od razu przypomniały mi się czasy podstawówki, kiedy zadowolona wracałam do domu ze świadectwem i książkową nagrodą za dobre wyniki w nauce.  Od progu witał mnie dziadek, który po wnikliwym obejrzeniu świadectwa uśmiechał się dumnie i z zadowoleniem otwierał portfel wręczając dodatkową nagrodę. A potem zabierał mnie do siebie. Czas spędzony na wakacjach u dziadków, to czas kolekcjonowania najbardziej beztroskich i wspaniałych wspomnień. Ale też ten czas, który pozostał już tylko wspomnieniem.

Urodzinowe podsumowanie maja

Maj zawsze był jednym z moich ulubionych miesięcy. Nadal tak jest. Kojarzy mi się z kwintesencją wiosny w pełni. Pierwszymi upałami i wiosennymi burzami, pachnącym bzem, długimi dniami i wyczekiwaniem na sezon truskawkowy. W tym roku jednak to był dla mnie wyjątkowy miesiąc. Intensywny. Pełen wrażeń. Na szczęście zdążyłam się już nauczyć tego, że intensywny niekoniecznie musi oznaczać pracowity. Że poza codziennymi obowiązkami jest tyle rzeczy do zobaczenia, poczucia, doświadczenia. Ciągle dopracowuję mój, jak to się ostatnio ładnie mówi, work-life balance. Maj mogę zaliczyć pod tym względem do udanych.

Mój dzień godzina po godzinie, czyli wyzwanie hour by hour

Pomysł na to, żeby udokumentować jeden dzień ze swojego życia, godzina po godzinie spodobał mi się od razu, jak tylko o nim przeczytałam. Odpowiedzialne za całe zamieszanie są dwie Kasie. Kasia z bloga Worqshop i Kasia z bloga Antilight. Pamiętam, że zeszłoroczną edycję wyzwania śledziłam z dużym zainteresowaniem.  Wtedy nie miałam jeszcze bloga, a moja praca wyglądała zupełnie inaczej niż dzisiaj. To niesamowite jak wiele można zmienić przez dwanaście miesięcy. Dlatego wczoraj chwyciłam za aparat i telefon i dokumentowałam dzień godzina po godzinie. Chciałabym w przyszłym roku powtórzyć całą zabawę, żeby móc porównać zachodzące zmiany. A tymczasem wszystkich chętnych zapraszam do mojej małej codziennej rzeczywistości.

Kwietniowe podsumowania w pierwszym tygodniu maja

Maj zdecydowanie należał zawsze do moich ulubionych miesięcy w roku. Kojarzył mi się z kwintesencją wiosny, nawet jeżeli grzmiało, lało i mroziło. Mam nadzieję, że kwietniowe śniegi były już ostatnim przejawem zimy w tym roku. Miesiąc zaczął się wyjątkowo dobrze, a zapowiada się bardzo interesująco. Nauczyłam się już, że interesująco nie oznacza łatwo, dlatego z ochotą szykuję się na nowe wyzwania .

Przestałam obawiać się długich weekendów, czyli dwa ostatnie tygodnie kwietnia

W poświątecznej zawierusze nie pojawiło się na blogu małe podsumowanie poprzedniego tygodnia. Ale to nie oznacza, że niewiele się działo od 14 kwietnia, czyli od czasu, kiedy pojawił się ostatni końcowotygodniowy wpis. Minione dwa tygodnie to był dla mnie ciekawy czas. Starałam się maksymalnie wykorzystywać dostępne możliwości i środki i do nich dostosowywać moje chęci i zamiary.

Nie muszę wiedzieć wszystkiego, co wiedzieć wypada

wiedzieć

Kaczmarski śpiewał kiedyś o tym jak  głupio jest żyć wśród mądrych ludzi, co świat do końca zrozumieli. Często mi się ten tekst ostatnio przypomina i nachodzi mnie w najmniej oczekiwanych momentach. Przyczyną może być oczywiście moja słabość dla twórczości pieśniarza, ale mam też inne podejrzenia. Dzisiaj o tym, jak doszłam do tego, że nie muszę wiedzieć wszystkiego, co wiedzieć wypada.

Na pogodę i niepogodę, czyli drugi tydzień kwietnia

Moja zeszłotygodniowa praktyka uważności w tym tygodniu przechodzi raczej w praktykę niezauważania. Od spacerów w pełnym słońcu i zachwycania się każdym kwiatkiem przeszłam powoli do kawy, książki i ciepłego koca. Drugi tydzień kwietnia przyniósł nam aurę jesienną. Poranna kawa na balkonie i długie wiosenne spacery nie są tak przyjemne w deszczu, ale jak się nie ma co się lubi… Z niepogody też można się cieszyć. I cieszę się, że warunki na zewnątrz pozwoliły mi na przyjemny, rześki spacer w Beskidzie Małym, że na Wielkanoc może nie będzie śniegu (co się zdarzało), że jest jak jest.