Podsumowanie lata 2017

Pamiętasz jeszcze post o pięciu rzeczach, które chciałam zrobić tego lata? Lato się kończy, a to dobry czas na małe podsumowanie. Pogoda za oknem jesienna, podobnie jak nastroje. W tym roku na jesień nastawiam się pozytywnie. Nie będę udawać, że lubię pluchę i szarugę za oknem, ale na to akurat nie mam wpływu. A nie chcę kolejnych miesięcy przeleżeć i przenarzekać, więc jedyne co mi zostaje, to działać w takich warunkach jakie mam. Zamykam zatem letni etap i z uśmiechem idę dalej.

Polskie Morderczynie Katarzyny Bondy

Polskie Morderczynie Katarzyna Bonda

Pytanie o to, skąd się bierze zbrodnia i o to, czym się różni człowiek „normalny” od zbrodniarza nurtowało ludzkość od bardzo dawna. Na bazie tych pytań wyrastała kryminologia. Jednak udzielenie jednoznacznej odpowiedzi wraz z przyrostem kolejnej teorii wcale nie okazywało się prostsze. Mówi się, że zbrodnia jest domeną męską. To mężczyźni stworzeni są do walki, a kobiety, te delikatne i troskliwe, do opieki nad domowym ogniskiem. Zbrodnia popełniona przez kobietę, budzi zazwyczaj dużo emocji. Tam gdzie kończą się tego typu stereotypy zabiera nas opowieść Katarzyny Bondy i jej czternastu bohaterek, które dopuściły się zbrodni zabójstwa. Jakie były ich motywacje i czy rzeczywiście osoby popełniające przestępstwo są ulepione z innej gliny, niż pozostałe? Polskie Morderczynie być może nie udzielą na to pytanie jednoznacznych odpowiedzi, ale na pewno mogą stać się przyczynkiem do ciekawych przemyśleń.

5 rzeczy, których nauczyłam się na aplikacji adwokackiej

Gdybym miała opisać, czym była dla mnie aplikacja adwokacka, to pewnie napisałabym, że to były trzy lata doświadczania tego, co nowe. Nowe umiejętności, nowe sytuacje, nowe możliwości sprawdzenia samej siebie i swoich reakcji. Były to dla mnie bardzo cenne trzy lata. Wychodzę z założenia, że najlepiej się uczymy i poznajemy siebie przez doświadczanie i doświadczania życia nie może zastąpić nawet najlepsza wiedzę teoretyczna, najlepsza książka ani najlepsza porada. Dlatego dzisiaj pokrótce opiszę Wam, czego nauczyła mnie aplikacja adwokacka, ale nie będę pisać o prawniczych technikaliach, ale o takich lekcjach, które mogą przysłużyć się każdemu.

4 rzeczy, których nauczyło mnie See Bloggers! Przydatne nie tylko dla blogerów.

See Bloggers

Jestem na świeżo po powrocie z Gdyni, po konferencji See Bloggers. Jechałam do Gdyni trochę zmęczona, trochę klapnięta – na wyładowanej baterii. Druga połowa lipca dała mi się we znaki. Wróciłam niesamowicie naładowana pozytywną energią, ze sporym zapałem do działania.  A przede wszystkim z ochotą na to, żeby emocje i zapał przełożyć teraz na codzienną pracę. See Bloggers to cała masa prelekcji i warsztatów, to świetna atmosfera i spore grono pozytywnych ludzi. Oprócz konkretnej dawki wiedzy z poszczególnych dziedzin, dla siebie z całego wydarzenia wyniosłam kilka bardzo ogólnych prawd, które mogą stanowić lekcje przydatne dla wszystkich. Dumnie nazwałam je „prawdami”,mając w głowie słowa J. Walkiewicza o tym, że „miarą prawdy jest skuteczność”, jestem bardzo ciekawa, czy z tymi „prawdami” się zgadzacie.

Paulina Świst „Prokurator”,czyli wątek erotyczny w środowisku prawników

Paulina Świst Prokurator

„ Jeszcze żadna gwiazda nie eksplodowała z taką siłą na firmamencie polskiego kryminału” – przeczytamy na okładce. Czy rzeczywiście? Dziś na tapecie książka, o której różnie się mówi. Kryminał czy romans? Czy rzeczywiście pokazuje środowisko prawników od podszewki? Napisana przez młodą adwokat, występującą pod pseudonimem. Paulina Świst – „Prokurator”.

Czerwiec za nami, czyli rok na półmetku.

Pierwsze sześć miesięcy roku, kończy się właśnie mniej więcej teraz. Chciałabym powiedzieć „kiedy to zleciało?!”, ale z drugiej strony, jak sobie przypomnę, ile się w tym czasie wydarzyło, ile zmieniłam w sobie i w otoczeniu i gdzie mnie to zaprowadziło, to jednak przyznaję, że to było wyjątkowo bogate sześć miesięcy!

5 rzeczy, które chcę zrobić tego lata

W tym tygodniu mogliśmy świętować pierwszy dzień lata! W piątek rano natomiast, kiedy zaspana szłam do sklepu po płatki owsiane, mijałam ubrane na galowo dzieciaki, co niechybnie oznacza, że zaczynają się wakacje. Od razu przypomniały mi się czasy podstawówki, kiedy zadowolona wracałam do domu ze świadectwem i książkową nagrodą za dobre wyniki w nauce.  Od progu witał mnie dziadek, który po wnikliwym obejrzeniu świadectwa uśmiechał się dumnie i z zadowoleniem otwierał portfel wręczając dodatkową nagrodę. A potem zabierał mnie do siebie. Czas spędzony na wakacjach u dziadków, to czas kolekcjonowania najbardziej beztroskich i wspaniałych wspomnień. Ale też ten czas, który pozostał już tylko wspomnieniem.

Urodzinowe podsumowanie maja

Maj zawsze był jednym z moich ulubionych miesięcy. Nadal tak jest. Kojarzy mi się z kwintesencją wiosny w pełni. Pierwszymi upałami i wiosennymi burzami, pachnącym bzem, długimi dniami i wyczekiwaniem na sezon truskawkowy. W tym roku jednak to był dla mnie wyjątkowy miesiąc. Intensywny. Pełen wrażeń. Na szczęście zdążyłam się już nauczyć tego, że intensywny niekoniecznie musi oznaczać pracowity. Że poza codziennymi obowiązkami jest tyle rzeczy do zobaczenia, poczucia, doświadczenia. Ciągle dopracowuję mój, jak to się ostatnio ładnie mówi, work-life balance. Maj mogę zaliczyć pod tym względem do udanych.

Mój dzień godzina po godzinie, czyli wyzwanie hour by hour

Pomysł na to, żeby udokumentować jeden dzień ze swojego życia, godzina po godzinie spodobał mi się od razu, jak tylko o nim przeczytałam. Odpowiedzialne za całe zamieszanie są dwie Kasie. Kasia z bloga Worqshop i Kasia z bloga Antilight. Pamiętam, że zeszłoroczną edycję wyzwania śledziłam z dużym zainteresowaniem.  Wtedy nie miałam jeszcze bloga, a moja praca wyglądała zupełnie inaczej niż dzisiaj. To niesamowite jak wiele można zmienić przez dwanaście miesięcy. Dlatego wczoraj chwyciłam za aparat i telefon i dokumentowałam dzień godzina po godzinie. Chciałabym w przyszłym roku powtórzyć całą zabawę, żeby móc porównać zachodzące zmiany. A tymczasem wszystkich chętnych zapraszam do mojej małej codziennej rzeczywistości.

Kwietniowe podsumowania w pierwszym tygodniu maja

Maj zdecydowanie należał zawsze do moich ulubionych miesięcy w roku. Kojarzył mi się z kwintesencją wiosny, nawet jeżeli grzmiało, lało i mroziło. Mam nadzieję, że kwietniowe śniegi były już ostatnim przejawem zimy w tym roku. Miesiąc zaczął się wyjątkowo dobrze, a zapowiada się bardzo interesująco. Nauczyłam się już, że interesująco nie oznacza łatwo, dlatego z ochotą szykuję się na nowe wyzwania .