5 rzeczy, których nauczyłam się na aplikacji adwokackiej

Gdybym miała opisać, czym była dla mnie aplikacja adwokacka, to pewnie napisałabym, że to były trzy lata doświadczania tego, co nowe. Nowe umiejętności, nowe sytuacje, nowe możliwości sprawdzenia samej siebie i swoich reakcji. Były to dla mnie bardzo cenne trzy lata. Wychodzę z założenia, że najlepiej się uczymy i poznajemy siebie przez doświadczanie i doświadczania życia nie może zastąpić nawet najlepsza wiedzę teoretyczna, najlepsza książka ani najlepsza porada. Dlatego dzisiaj pokrótce opiszę Wam, czego nauczyła mnie aplikacja adwokacka, ale nie będę pisać o prawniczych technikaliach, ale o takich lekcjach, które mogą przysłużyć się każdemu.

  1. Jak dużo mogę się nauczyć

Nie ukrywam, że na studiach nie byłam specjalnie zaangażowana w zbieranie doświadczeń zawodowych. Przyznaje się bez bicia – bumelowałam. Dlatego, kiedy trafiłam do kancelarii adwokackiej, w której później robiłam aplikację, byłam totalnie zielona. Nie jeżeli chodzi o wiedzę, tej mi nie brakowało, ale o umiejętności praktyczne. Pamiętam jak miałam napisać pierwszy wniosek  o zawezwanie do próby ugodowej – pismo nieskomplikowane, w sprawie, która też do skomplikowanych nie należała. Pierwsze co zrobiłam to złapałam się za głowę i pomyślałam „nie dam rady, nie wiem jak”. Dziś po napisaniu dziesiątek czy setek tego typu pism piszę to z uśmiechem na twarzy, ale wtedy to naprawdę było dla mnie nie lada wyzwanie.

I wiecie co? Poradziłam sobie. Poszperałam w przepisach, popatrzyłam na inne pisma tego typu, siadłam i napisałam. W podobny sposób rozpracowywałam potem każde zadanie, które wydawało mi się niemożliwe. Po prostu szukałam sposobu. I dzisiaj z perspektywy czasu widzę, jak wiele zadań niewyobrażalnych i niewykonalnych stało się dla mnie przysłowiową bułką z masłem. Pierwsze wystąpienie przed sądem, pierwsze przesłuchanie świadka, pierwsza mowa końcowa – to wszystko, co na początku wydawało mi się niewykonalne, stresujące i nierealne stało się moją ówczesną codziennością w zaledwie 3 lata.

To z kolei uświadomiło mi, że taki trzyletni, z pozoru krótki okres czasu, to tak naprawdę cała masa dni, godzin i minut, w których możemy nauczyć się wiele nowego, zmieniać swoje życie wtedy, kiedy coś nam nie odpowiada, iść do przodu ze swoimi planami i marzeniami.  Możemy też je oczywiście przeleżeć na kanapie i przenarzekać. Nasz wybór 😉

  1. Odważnie mierzyć się ze słabościami i budować pewność siebie

Jak patrzę na siebie na początku 2014 roku, czyli wtedy, kiedy zaczynałam aplikację, to pierwsza myśl, która mi się nasuwa jest taka, że ja byłam chyba tym wszystkim absolutnie przerażona. Nie miałam śmiałości, zdecydowanie brakowało mi pewności siebie, stresowały mnie nawet rozmowy telefoniczne. Ciężko mi było wejść do sekretariatu, żeby się czegoś dowiedzieć. Nie wspomnę już o towarzyszącej mi cały czas obawie : a co jeśli brakuje mi wiedzy i umiejętności?

Ale zaciskałam zęby i działałam! To moim zdaniem jedyna metoda, żeby posuwać się do przodu. Nawet kiedy jak cholera bałam się, że nie dam rady, to szłam do przodu jak taran. Cały czas poszerzałam wiedzę, czytałam przepisy, orzecznictwo, komentarze i cały czas uczyłam się nowych umiejętności, rozmawiałam z ludźmi, chłonęłam od nich wiedzę. 

  1. Cierpliwości i pokory

Codzienna praca, zwłaszcza na sali sądowej, daleka jest od rzeczywistości z „Sędzi Anny Marii Wesołowskiej”. Zwłaszcza w sprawach karnych, którymi zajmowałam się najczęściej. Bardzo często rozprawy to całodzienne posiadówki. Szczególnie w sprawach, gdzie jest wielu oskarżonych, wielu świadków do przesłuchania a oceniane są zdarzenia, które miały miejsce na przestrzeni lat. Nie policzę dzisiaj ile godzin przesiedziałam na takich rozprawach, ciągnących się wiele godzin, nudnych jak flaki z olejem, na twardych drewnianych ławkach, po nocy zarwanej na pisanie apelacji wkładając ogrom siły woli w to, żeby się skupić i utrzymać uwagę.  Osoby podejrzewane o przestępstwo, też nie są zatrzymywane od poniedziałku do piątku od 8 do 16, a od informacji o zatrzymaniu, do pierwszego przesłuchania, a potem do posiedzenia w sprawie tymczasowego aresztowania potrafią upłynąć długie godziny w pełnej gotowości. To uczy cierpliwości. Niecierpliwość i przebieranie nóżkami niczego nie przyspieszą, a potrafią zmęczyć bardziej niż samo oczekiwanie.

Nauczyłam się też cierpliwie prosić i podchodzić z pokorą i uśmiechem do ludzi, którzy nie zawsze odwzajemniali się tym samym.  Zdarza się czasami tak, że na przykład akta sprawy są potrzebne na już, na wczoraj, a w sądzie jest problem z ich udostępnieniem. Potrzebna jest jakaś informacja, podpis, pieczątka, cokolwiek. Milion jest takich drobnych, codziennych spraw potrzebnych na już. Znałam bardzo wiele osób, które podchodziły do tego prezentując postawę bardzo roszczeniową. Ja do tego typu sytuacji podchodziłam z pokorą.

I bardzo często okazywało się, że o wiele łatwiej jest załatwić coś z uśmiechem na twarzy. Że nasz uśmiech, budzi uśmiech na twarzy naszego rozmówcy. Że zdanie „ bardzo przepraszam za kłopot, ale jest to nam naprawdę bardzo potrzebne….”, zamiast zdania „ zgodnie z artykułem XY ustępem Z to mi się należy i proszę mi to natychmiast dać” może naprawdę zdziałać cuda! To podejście do dzisiaj świetnie sprawdza mi się w urzędach i przychodniach.

  1. Że walczyć trzeba do samego końca i nie można odpuszczać

Miałam kilka takich sytuacji, kiedy ja i wszyscy wokół byli przekonani, że sprawa jest przegrana. W takiej sytuacji zazwyczaj klientowi uczciwie wykłada się kawę na ławę, mówi się jakie jest ryzyko z prowadzenia danej sprawy i szuka się najlepszego rozwiązania. Wiadomo, że klient cywilny ma wybór czy na przykład wnosić pozew, ale już na przykład oskarżony możliwości wyboru ma ograniczone przez sytuacje procesową. Ale nauczyłam się, że w niektórych sytuacjach warto próbować, a jak się już się próbuje, to warto walczyć do końca. Bo czasami z pozoru przegrane sprawy okazywały się być wygranymi.

Druga sprawa to kwestia nieprzejmowania się opinią innych. Sądu, strony przeciwnej, publiczności siedzącej na sali. To jest umiejętność, którą warto przenieść do swojej codzienności , pracować nad nią i ją pielęgnować. Moim zdaniem jedną z najgorszych rzeczy jakie można sobie zrobić, to powstrzymać się od spełniania marzeń ze strachu przed tym, co powiedzą inni. Trzeba sobie odpowiedzieć szczerze na pytanie, kto ma być na koniec dnia zadowolony z naszego życia – my, nasz szef czy sąsiadka z bloku naprzeciwko.

  1. Nie oceniać innych

Taka dola prawnika, że pracuje się z różnymi klientami. Zwłaszcza, jeżeli pracuje się przy sprawach karnych, albo przy sprawach rodzinnych pojawia się taka naturalna skłonność, żeby zachowanie czy podejście innych do życia poddawać ocenie. Ja przez te trzy lata nauczyłam się nie oceniać ludzi. Bo za każdym stoi jakaś historia, której my stojący obok bardzo często nie znamy. Nie wiem kim bym dzisiaj była, gdybym urodziła się w innym środowisku, otoczona od małego innymi osobami, kierującymi się w życiu innymi zasadami. Nie wiem jak zachowywałabym się dzisiaj, gdyby w ciągu mojego życia dotknęły mnie inne, być może bardziej traumatyczne doświadczenia. Tego wszystkiego nie widać gołym okiem. Dlatego trzy lata pracy z ludźmi, nauczyły mnie wdzięczności za to co mam, za to gdzie jestem i za to, co mnie ukształtowało. Wdzięczności za cały ten pakiet, razem z jego dobrymi i złymi stronami. I świadomości, że każdy ma taki swój pakiet, który wpłynął na jego postępowanie, a to kto ma rację jest pojęciem względnym.

Tak naprawdę te trzy lata aplikacji nauczyły mnie znacznie, znacznie więcej. Nauczyłam się nosić żakiety, za którymi wcześniej nie przepadałam, a teraz stały się moją ulubioną częścią garderoby. Ze spraw, w których występowali biegli nauczyłam się bardzo wielu ciekawych rzeczy z różnych dziedzin. Poszerzyłam wiedzę medyczną, budowlaną, motoryzacyjną. Bo jak jest sprawa o niewłaściwie wykonane roboty budowlane czy źle naprawiony samochód, to chcąc nie chcąc trzeba zgłębić się w tajniki wiedzy z danej specjalizacji.   

I chociaż po ukończeniu aplikacji,  postanowiłam dokonać poważnych zmian w swoim życiu, to nigdy nie żałowałam  samej decyzji o pójściu na aplikację. Myślę, że lekcje, które wyniosłam z aplikacji są na tyle uniwersalne, że mogą się przydać niezależnie od obranej ścieżki życiowej czy zawodowej. Macie jakieś takie doświadczenia z Waszej pracy/edukacji, które przydają się Wam „na życie”?

A tym, którzy dopiero marzą o aplikacji, przypominam wpis o tym, jak się uczyć na aplikację adwokacką.

  • Podziwiam Cię, do tego zawodu trzeba mieć wyjątkowy charakter i ogromną wiedzę!

  • Zgadzam się z opinią Kasi, że do tego zawodu trzeba mieć charakter! Ludzie są różni, dlatego czasem trudno zrozumieć niektóre zachowania. Jestem bardzo wrażliwa i przeżywam losy tych biednych czy pokrzywdzonych. Wiem, że nie odnalazłabym się w podobnym zwodzie.

    • Tutaj sprawdza się niezbyt kulturalnie brzmiące powiedzenie, że jak się ma miękkie serce to trzeba mieć twardą … inną część ciała. Ilość trudnych i przykrych historii z jaką się człowiek spotyka na co dzień jest niewyobrażalna. Z drugiej strony, po jakimś czasie twardnieje skóra. Ja to u siebie odczułam dość szybko i dość szybko zadałam sobie pytanie, czy ja na pewno chcę, żeby mi ta skóra tak stwardniała. Bałam się, że za kilkanaście lat w tym zawodzie będę jednym z tych ludzi, których nic nie zdziwi i nic nie ruszy.

  • Co do oceniania innych, to zgadzam się z Tobą. Wszyscy ludzie powinni nauczyć się tego żeby nie oceniać innych. Nie wiemy dlaczego ktoś jest taki, a nie inny, nie wiemy co przeżył, ile wycierpiał. Ocenić jest bardzo prosto…
    P.S. Z doświadczenia wyniesionego z praktyk mogę potwierdzić, że zwracając się do sądu o akta lepiej robić to z uśmiechem na twarzy. Panie w sekretariacie bardzo nie lubią postawy roszczeniowej i takim delikwentom utrudniają życie jak tylko mogą 😉

    • Z paniami z sekretariatu nie ma co zadzierać! Można sobie samemu utrudnić pracę 🙂

  • Bardzo ciekawy post. Myślę, że wiele spraw może być nieoczywistych, jest pewnie pokusa, by oceniać, jaki będzie finał, kto ma rację, ale chyba nie tego oczekuje się od adwokata. Klucz to chyba naprawdę pełne zaangażowanie i wiedza.

  • To prawda takie uniwersalne te lekcje, które udało Ci się z tej aplikacji wynieść. Ale to dobrze przydadzą się na co dzień. 🙂 Ja ostatnio też na każdym kroku przekonuje się, że jestem w stanie nauczyć się wielu rzeczy, nawet jeśli wzbudzają we mnie strach i obawę i na spokojnie, małymi krokami, próbami i błędami jestem w stanie wybrnąć właściwie z każdej sytuacji. 🙂

    • Dokładnie tak! A pokonywanie strachu i obaw pomaga nam dodatkowo w budowaniu zaufania do siebie i to jest bardzo, bardzo cenne. Łatwiej potem pomyśleć sobie – tyle razy było ciężko i dałam radę, teraz też dam!

  • Racja, bardzo uniwersalne te rzeczy.

  • Rewelacyjny tekst. Taki na pokrzepienie duszy ,kiedy zastanawia się człowiek czy to wszystko ma sens i czy sobie poradzi. W jakimś stopniu jest to pocieszające, że nie tylko ja myślę „nie dam rady, mam za mało wiedzy i umiejętności” a potem jakoś to idzie.. z każdym nowym doświadczeniem z każdym nowym dniem jest łatwiej. Dzięki! Czasem trzeba sobie przypomnieć, że nie od razu Rzym zbudowano, a małymi kroczkami do celu… Pozdrawiam ciepło.

    • Dziękuję bardzo! To myślenie, że „nie dam rady itd.” prześladuje bardzo dużo osób. Chyba w pewnym sensie jest naturalne, ale wybicie się ponad te myśli, to chyba najlepsze co możemy dla siebie zrobić 🙂 Pozdrawiam serdecznie!

Scroll to top